MonthStyczeń 2009

Magia Nadziei czy Moc Naiwności, czyli KING KONG.

Ależ jestem paskudnym sceptykiem. A może jednak to realizm a nie sceptycyzm i podejrzliwość? Równo miesiąc mój organizm walczy z dwoma wirusami grypy, może przeziębienia, kto to wie. W każdym razie podszedłem do sprawy rozważnie i postanowiłem wyleżeć te diabły, żeby nie złapać kolejnych bo trzeba zacząć zarabiać na życie. Dzięki potężnemu znudzeniu chorowaniem, które skutecznie ?odrzuca? mnie od wszelkich działań, szybko skorzystałem z wizyty u ?mistrza uzdrawiania? . Zaczęło się od diagnozy przez telefon. Okazało się, że Pan widzi, pewien organ mego ciała, który źle działa. Jako, że nie przepadam za ludźmi, którzy z góry zakładają, że w coś nie wierzą, spotkałem się z uzdrowicielem. W trakcie wizyty zapomnieliśmy już o zdiagnozowanym organie bo znalazł się nowy, który źle pracuje. No jasne, że źle pracuje jak zjadło się kilogram gripexu. Sam widzę po kolorze skóry, oczach i innych objawach, kiedy ktoś ma podrażnioną wątrobę. Właściwie to wszystko byłoby fajnie gdyby nie to, że przy okazji kulek ziołowych byłem od razu namawiany do zakupu ?genialnego preparatu?. Potem, do kolejnej sesji energetycznej dla mnie, potem dla mojej matki, kolejno: zakupu książki i filtrów do wody za pół ceny. Moja matka została zdiagnozowana ze zdjęcia. Taką diagnozę sam mogę postawić dla każdej starszej pani. Jako zalecenie dostałem kompletną zmianę diety. Oczywiście na wegetariańską i wysoko węglowodanową. Od dawna wiem jak działa na mnie dieta wysoko węglowodanowa. Tyję, jestem ospały i ciągle głodny. Ale może nie mam racji. Mojej kuzynce, lekarce, po diecie wegetariańskiej, stosowanej zgodnie z wszelkimi prawidłami suplementacji zaczęły ruszać się zęby i wyglądała jak upiór. Ale może mi się wydawało. Najbardziej rozbawiła mnie jednak moja naiwność w kwestii KING KONGA. Moja matka miała dostać inny preparat, ale już się skończył bo dostawał go każdy, kto wychodził od Pana. Dostała zatem suplement diety dla sportowców o nazwie KING KONG. Zbadałem go dokładnie. Ma 15 różnych ziół w tym afrodyzjak dla panów. 15 ziół w suplemencie diety to znaczy, że każdego z nich jest tyle co nic. Ale kosztuje 60 PLN. Nikomu to nie zaszkodzi a producentowi sprzedawcy na pewno pomoże. Kilka wskazówek było także ciekawych a i stanowcze oświadczenia, kiedy zacząłem chorować, robiły wrażenie. Tyle, że nie były zgodne z prawdą. Myślę sobie, że nie ma lepszego przemysłu niż suplementy diety. Z wyjątkiem probiotyków z jogurtów, kwasów omega zawartych w oliwie, rybach, oleju lnianym, etc. wszystkie suplementy to bujda na resorach. Nie mają żadnych wartości bo ilość substancji w nich zawarta jest nikła. To tak jak z witaminą C. Ponoć potrzeba nam 5000 jednostek a tabletka ze sklepu ma 100. Czyli nic. Nadzieja, że będziemy zdrowsi dzięki uzdrawianiu sama w sobie leczy. Jeżeli jednak jesteśmy racjonalni to powinniśmy wiedzieć, że bez odpowiedniej diety, ruchu fizycznego, wypoczynku i czasem leków, nie ma szans na zdrowie uzyskane przy użyciu naiwności i samej wiary w jej działanie. Dobrze od czasu do czasu spotkać się z uzdrowicielem, żeby sobie o tym przypomnieć. Za te wszystkie uzdrawiające drobiazgi mógłbym kupować najdroższe pełnomorskie ryby, które naprawdę uzdrawiają, najlepsze warzywa, super oliwę i starczyłoby pieniędzy na 2, 3 miesiące. Dobrze jednak, że potrafię wyciągać wnioski z błędów i ich nie powtarzać. No przynajmniej nie za często. Moja matka KING KONGA wyśmiała, zatem chętnie oddam w dobre ręce! Albo zostawię sobie w domu, żeby przypominał mi o tym jak dobrze być czasem naiwnym, ale tylko chwilę, tak dla lekcji.

Płaczący Murzyni

Zaprzysiężono 44 prezydenta USA. Rok temu Tomek, który bywał często w Stanach mówił, że ciągle czarna, starsza kobieta wpuszcza do autobusu, jako pierwszego, młodego białego chłopaka. Nie wierzyłem. Właściwie dlaczego? Przecież jeszcze 40 lat przed urodzinami mojej babci Murzyni byli traktowani jak zwierzęta w naszej ?chrześcijańskiej? cywilizacji pełnej miłości do człowieka. Kilka miesięcy temu mój kuzyn straszył mnie zalewem czarnych, jakby byli to ludzie drugiej kategorii. Jak na Boga mamy prawo, żeby cenić się wyżej. Tylko dlatego, że wynaleźliśmy żarówkę? Czy kolor skóry to wyróżnik mądrości, wyższości, siły danej przez kogo? Chyba nie Boga? Ilu pokoleń trzeba nam, żebyśmy zrozumieli, że Chińczyk to nie ?Żółtek?, Murzyn to nie ?asfalt?, a Muzułmanin to nie terrorysta? Czy naprawdę tylko elity mają dostęp do mądrości i światocentryzmu? Jestem przekonany, że jako Ludzkość mamy przed sobą niezwykle ważne zadanie bez wykonania którego czeka nas piekło na ziemi. Musimy poznawać inności i przestawać się ich bać.
Musimy rozumieć, że ktoś, kto ma inny kolor skóry, religię, orientację seksualną jest tylko i wyłącznie inny, a nie gorszy. Nie stanie się tak dopóki nie zrozumiemy, że o naszej wartości nie świadczy to, jaki mamy kolor skóry, czy modlimy się do Boga, Allacha, czy Buddy, z kim uprawiamy sex, ale to jakimi ludźmi jesteśmy. Dla siebie samych i dla wszystkiego, co nas otacza. Człowiek- to musi zabrzmieć dumnie. Amerykanie zrobili pierwszy krok. Ja tez robię pierwszy. Przestaję myśleć, że jest to prymitywne społeczeństwo. Wstyd mi, że tak myślałem. Chyba już wiem dlaczego są mocarstwem?

Dlaczego nie mamy Desmonda Tu Tu

W ramach celebrowania osłabienia grypowego obejrzałem program o arcybiskupie Desmondzie Tu Tu. To pastor kościoła anglikańskiego w południowej Afryce. Ciepły, uśmiechnięty, naturalny, otwarty, chociaż chory staruszek. Mówi nie o Bogu, nie o świętych, nie czyta ludziom wyświechtanych cytatów z pism, których nikt nie rozumie. Zajmuje się głodnymi, biednymi, starymi. Boże jaki piękny człowiek. Gdyby inni kapłani chrześcijańscy potrafili być tak skromni i tak wielcy, kościoły w Europie nie pustoszałyby tak gwałtownie. Tak wielkie wrażenie z żyjących Świętych zrobił na mnie do tej pory tylko Dalajlama. Tak potrzeba nam prawdziwej duchowości, a tak mało mamy Desmondów Tu Tu. Coś tu chyba nie gra. Tyle budowli, tak mało Świętych?

Profesor Religa i życie wieczne

Oglądałem wywiad Tomasza Lisa z profesorem Religą. Wszyscy wiemy, że walczy z nowotworem. Nie to jednak wywołało we mnie silne emocje, chociaż w pełni odczuwam jego cierpienie. Wiem co robi nowotwór bo byłem uczestnikiem śmierci mojego Ojca. Zaskoczyła mnie ogromna wiara Religi, który głęboko wierzy, że po śmierci nie ma nic. To chyba jeszcze większa wiara niż taka, która mówi, że coś jest. Skąd Pan Profesor ma taką pewność. Przecież nie ma żadnych dowodów na to, że śmierć to totalny koniec. Nikt do tej pory nie potrafił tego udowodnić. Nie ma też ?naukowych? dowodów na to że umiera tylko ciało, ale cośzostaje. Ale skoro tak, to jest 50 na 50. Nie wiemy tego z pewnością. Gdybyśmy założyli, że nic nie ma po śmierci, to wszystkich tych, którzy zakładają, a nawet twierdzą, że jest kontinuum należałoby uznać za naiwnych. Nigdy nie śmiałbym powiedzieć że Dalajlama, Wilber, czy tysiące mędrców, a nawet naukowców, to ludzie prymitywni i naiwni, myślący życzeniowo. Z tą nauką jest zupełnie dziwnie bo dla mnie nauka to proces potwierdzania tezy powtarzalnymi doświadczeniami i ich wynikami, a nie tylko to, co można zważyć i zmierzyć. Gdyby wszystko można było zmierzyć to ile waży miłość, radość, współczucie, troska. Zjawiska mentalne nie są mierzalne. Zjawiska duchowe tym bardziej. Czy to oznacza, że nie istnieją. To strasznie naiwne. Może łatwiej poczynić jakieś założenia, a potem szukać tylko takich argumentów, które to udowodnią? No zapewne jest to prostsze, ale życie jest zdaje się nieco bardziej skomplikowane. Może rzeczywiście wiedzieć, że się nie wie to większa mądrość?
Nie wiem.

Eartha Kitt i Pasja Życia

Bardzo dziwny dzień. Od piątku w nocy atakuje mnie wirus grypy i ostatnie dni przeleżałem jak worek ziemniaków. To już trzeci wirus tej zimy. Dla mnie powód do trenowania cierpliwości, która nie została mi przekazana w genach. Patrząc z drugiej strony muszę wyciągnąć wnioski na przyszłość. Są one takie, że za mało czasu, wysiłku i systematyczności poświęcam budowaniu odporności. Kolejne postanowienia co do sportu, zdrowego jedzenia, może medytacji? Zobaczymy czy starczy samozaparcia?
To także czas refleksji i dłubania w necie. Co kilka lat sprawdzam co słychać u Earthy Kitt. Pewnie niewiele osób wie kim jest Eartha. Nic dziwnego. Do dziś rana wiedziałem, że Pani ma blisko osiemdziesiątkę, a wielką gwiazdą była w latach sześćdziesiątych. Na youtube zobaczyłem że znów jest na scenie i gra w nowym show. Tak, w wieku 81 lat. Chciałem pokazać jej występ mojej matce, żeby pokazać jej, co robią znacznie starsze od niej panie. Taki motywator. Kiedy wpadł Tomek, żeby popracować nad naszą nową książką opowiedziałem mu o Earthcie . Ona zmarła 3 tygodnie Temu- odparł Tomasz. Oblał mnie pot. Nie byłem ani jej fanem, ani nie słuchałem jej piosenek, a tak emocjonalnie zareagowałem. Eartha była chyba dla mnie synonimem życia, które nie poddaje się czasowi. Kiedy zobaczyłem ją 1984 roku śpiewającą ?I love man?, pomyślałem, że ma odwagę. Gdy 16 lat później w wywiadzie przyznała śmiejąc się do rozpuku, że jest tak ponaciągana, że nie może znaleźć pępka, zyskała u mnie szacunek. Okazuje się, że potwornie cierpiąc z powodu nowotworu nagrała program dla TV, który Amerykanie zobaczą w lutym. Miała koszmarne dzieciństwo i niełatwe życie a jednak tak je kochała. Nie rezygnowała z niego do końca. Nie życzyła sobie pogrzebu, ceremonii, pożegnań. Eartha bez Ciebie będzie trudniej!

?Mamma Mia?, skąd mamy takie niskie poczucie wartości?

Ostatnio wyczytałem, że film Mamma Mia stał się najczęściej oglądanym filmem w historii Wielkiej Brytanii, a DVD najlepiej sprzedawanym krążkiem. Mój Boże gdyby to się zdarzyło w Polsce, jakiż to byłby wstyd. Przecież My Polacy mamy taki ?dobry? gust. Słuchamy tylko Pendereckiego, oglądamy filmy Felliniego a nasze ściany zdobią prace Picassa. Czytając recenzje odnoszę wrażenie, że jeżeli coś jest proste, to skazane jest na wyśmianie, a słuchacz, widz, czy czytelnik to tuman i bezguście. Dlaczego przyczepiłem się do tej Mamma Mia? Zapewne dlatego, że wychowywałem się na Abbie. Kiedy teraz dowiaduję się, że sprzedają rocznie więcej płyt niż największe współczesne gwiazdy jest mi miło. Ale nie przyznam się do tego bo Abba to kicz, szmira, łupanka, sieczka, po prostu dno, przynajmniej w Polsce. Kiedy zgodny chórek miedzy innymi Bono z U2, John Lord z Deep Purple, Madonna, czy Malcolm McLaren z Sex Pistols, czyli ludzie z zupełnie innej bajki muzycznej, publicznie przyznają, że Abba zadziwia do dziś znakomitymi kompozycjami, wyjątkowymi rozwiązaniami harmonijnymi, aranżacjami z których można uczyć się muzyki, czy wokalem, który pozornie prosty, tak naprawdę nie daje się skopiować, nasi dziennikarze piszą o kiczu. Długo zastanawiałem się skąd bierze się dysonans pomiędzy Polakami, którzy nie zaoferowali światu ani jednej ?gwiazdy? muzyki pop a Brytyjczykami. Czyż nie jest przypadkiem, że snobizm, który u nas króluje jest wynikiem potwornie niskiego poczucia wartości? Po prostu nie wypada przyznać się do tego, co naprawdę nam się podoba i że wcale nie musi być to wydumane, wyszukane i niezrozumiałe, ale po prostu fajne. Społeczeństwo, które wstydzi się swojego niewyszukanego gustu jednocześnie szaleje przy przeboju ?Jesteś szalona? zespołu Boys. Krytykanci gotowi są jednak nie zauważyć tego, że Boys to prościutkie kompozycje, grafomaniackie teksty, prymitywne aranżacje i kiepski wokal. Najchętniej wrzuciliby Boys do tego samego worka co Abba. Ale przecież w słuchaniu Boys też nie powinno być żadnego wstydu. Skoro tłum na koncercie noworocznym zaczyna skakać dopiero przy Boys, to znaczy, że ta muzyka porywa pomimo kiepskiej jakości. Czego tu się wstydzić? Może każdy z nas mam prawo słuchać tego, co lubi, a nie tego co jest uznane przez kilku ?mędrców krytyki? za wartościowe. Uważam, że muzyka powinna być promowana tak, aby także to co kształtuje gusty pojawiało się częściej na antenach. Play listy nie mogą być układane tylko ze sprawdzonych numerów, ale to zupełnie co innego niż wyszydzanie i naśmiewanie się z gustu. Gdyby nie radiowa Trójka, za moich nastoletnich czasów, to pewnie nigdy nie pokochałbym punkowego wtedy Maanamu, Republiki czy całej masy znakomitych twórców, ale czyż po U2, Cold Play, czy Pendereckim potańczenie przy czymś prostym naprawdę jest grzechem, czy tylko snobizmem, który zawsze tuszuje poczucie niskiej wartości. Dla mnie ów snobizm jest tym samym co założenie T-shirtu z napisem Versace, kupionego w Turcji za 2 Euro. W każdym razie czytam, że Mamma Mia sprzedała się w Polsce w nakładzie 100 000 egzemplarzy, a ambitna płyta Natalii Kukulskiej w 2 000. Może warto przestać się wstydzić i wyciągnąć wnioski, że skoro Meryl Streep nie wstydzi się śpiewać Mamma Mia i bawić przy Dancing Queen, to Kowalski tez nie musi chować płyt Abby przed znajomymi, tylko dlatego, że kilku głupców uznało to za plastikowy pop? Pozwólmy sobie na własne gusta, zdanie, opinie, bez wstydu, bez żenady, bez poczucia, że jesteśmy byle jacy. Może wtedy uda nam się tak jak Szwedom żyć w kraju w którym ludzie darzą siebie szacunkiem, tolerancją, w którym słowo człowiek znaczy więcej niż w Polsce. So I thank Abba for the music?

Narcyzm i strach, a może?

Przez wiele lat wzbraniałem się przed stworzeniem własnej strony internetowej. Czegoś, co będzie tylko moje i gdzie za wszystko co się znajdzie będę odpowiedzialny tylko ja. Miejsca w którym spełnię swoją, chyba narcystyczną potrzebę wypowiadania się na różne tematy. Właściwie to nie zauważam w sobie narcyza, ale z drugiej strony, który narcyz myśli, że jest narcyzemJ. Blog ten tak naprawdę nie będzie blogiem bo co to za blog, na którym nie można bezkarnie skomentować wypowiedzi autora tekstu. Nie wprowadzam w tej części strony takiej opcji z pełną premedytacją. Mam ogromnie dużo współczucia dla wszystkich frustratów, którzy anonimowo opluwają innych ludzi. Współczucie to powstaje pomimo obrzydzenia do nich. Jeżeli ktoś nie ma dość odwagi aby podpisać się pod swoją wypowiedzią, to według mnie nie zasługuje na to aby inni ją czytali. Sam nie będę ukrywał, że odkąd stałem się osobą, która nie jest anonimowa, ze zdziwieniem czytam o sobie różne rzeczy. Ktoś, gdzieś pisze, że jestem psychologiem, ktoś inny, że moje książki są tłumaczone na wiele języków. To tylko może bawić, ale także wprowadza w błąd. Ludzie uważają, że jeżeli ktoś coś napisze, to jest to prawdą. No może nie wszyscy tak uważają? Miedzy innymi z tego powodu unikam wypowiadania się w Internecie. Czasami jednak znajduję swoje wypowiedzi, często przedruki, bez autoryzacji i pełne zdań wyrwanych z kontekstu. Prostować to? Hm, nie chce mi się tracić czasu na szperanie w poszukiwaniu moich rzekomych wypowiedzi. Jedni piszą Bzury, inni je komentują. Któryś z internautów napisał tak: ?Innymi słowami życie nie układało się Mirosławowi Słowikowskiemu i postanowił wrócic do Polski! Wrócił i wskoczył na pociąg wiozacy szkolenia tylko dlatego ze w Polsce moze na tym zarobic lepiej niz w USA! To proste .. Nie udało sie w USA ….. Zmarnowane życie, zmarnowana szansa! W Polsce ludzie to kupią!. Można się z tego pośmiać, ale czytelnik dowiaduje się, że pracowałem w USA, chociaż nigdy tam nie byłem, że zmarnowałem życie, chociaż nic o nim nie wie, że zmarnowałem szanse, jakie? Nie wiem, śmiać się czy płakać. Zastanawiam się jak mogliśmy dopuścić do tego, żeby wolność wypowiedzi, bezkarnie zabierała innym prywatność i dobre imię. Pamiętam rozmowę z Edytą Górniak, która powiedziała mi i Tomkowi C, że następnego dnia ukaże się o niej artykuł w którym poczytne pismo poinformuje, że chce adoptować cygańskie dziecko. Pamiętam też, że powiedziałem wtedy do niej- Edyta, nie przejmuj się tym. Ale jak Ona ma się tym nie przejmować kiedy media kreują tę ogromnie inteligentną i wrażliwą osobę na rozhisteryzowaną, pustą i egoistkę.
Cóż to za wolność? Cóż to za demokracja? Cóż to za sprawiedliwość? Pod płaszczykiem wolności słowa ludzie mali, ?karły moralne?, mogą bezkarnie opluć każdego, zarzucając mu dowolne bzdury. Tak, każdy ma prawo do własnej opinii i nigdy nie miałbym pretensji za ostre słowa na temat jakości moich książek, pracy, czy nawet wyglądu. Co innego gdy ktoś świadomie kłamie i wymyśla, albo przeinacza fakty. Z tego powodu nie można wpisać swojego komentarza na ten blog.
Dostaję całą masę sympatycznych maili od czytelników, ludzi z którymi pracowałem. Czuję się wtedy niezręcznie bo doskonale wiem, że to Oni sami dokonują wszystkich zmian w swoim życiu i to Oni, a nie ja są prawdziwymi bohaterami. Zastanawiam się dlaczego nie potrafię zatem przejść do porządku dziennego nad jednym, może dwoma mailami, czy wpisami, które sączą jad. A może nikt tego nie potrafi i musimy po prostu udawać, że to nas nie dotyka?
W każdym razie miejsca na komentarze nie ma, ale jeśli ktoś będzie chciał przesłać na mój mail swoja opinię i podpisać się pod nią, z chęcią wstawię ją na bloga.

© 2017 Mirek Słowikowski

Theme by Anders NorenUp ↑