MonthCzerwiec 2009

Smutne dni…

Kiedy dowiedziałem się o smierci Farrah i Michaela byłem zaczynałem właśnie ośmiogodzinną sesję coachongu w Katowicach. Dopiero co wróciłem, a za kilka godzin spowrotem wsiadam w pociąg. Nie wiem czy to złe wiadomości, czy obserwacja reakcji części ludzi, których z trudem można nazwać ludżmi, czy może parna i duszna pogoda, ale trudno mi się zebrać do kupy. Czekają mnie dwa dni intensywnej pracy, która z pozoru wydaje się łatwa i 7 godzin w pociągach. Zbieram się od rana żeby trochę poćwiczyć, ale jakoś opornie to idzie.

Coraz częściej zdaję sobie sprawę, że żyję w kraju, w którym każdy kto osiągnie sukces nie może być szanowany nawet po śmierci. To przykre. Komentarze na światowych forach to głownie wyrazy szacunku, podziwu, albo naturalny smutek. U nas jest tyle mściwości, podłości sączącej się od zwykłych ludzi. To nie jest możliwe aby było to tylko poczucie niższości.To jednak chyba pewna cecha dość dużej grupy ludzi, którzy potrafią wszytko opluwać. Czasami docenia się ich po śmierci, ale i to nie zawsze. Nigdy nie byłem wielkim fanem Michaela Jacksona, ale potrafię docenić, że był wielkim muzykiem. Szczerze mówiąc bardziej smutno mi jest z powodu, że odszedł człowiek, ktory przez całe życie był gnębiony ze wszystkich stron. Najpier katowali go rodzice, eksploatując jak maszynkę do robienia pieniędzy, potem całe tabuny ludzi chcący wykorzystać jego niedojrzałość. Na koniec zycia został zmuszony do zagrania 50 koncertów nie mając na to przedsięwzięcie ani sił psychicznych ani fizycznych. Po trosze zabiliśmy go wszyscy.

Śmierć Farrah Fawcett został w cieniu. Być może dlatego, że nie była aż tak wielką gwiazdą. Nie wyobrażam sobie jedan tego co przezywała przez ostatnie lata gdy walczyła tak dzielnie z nowotworem. Kręciała o tym film. Pewnie chciała pokazać wszytkim cierpiącym, że walkę można wygrać. Nie udało się. Życie jest bardzo kruche i często odkładamy je na póżniej. Zastanawiam się czy ja także wielu rzeczy nie odkładam. Tłumaczę sobie, że póki jest praca, trzeba pracować bo mamy kryzys i nie wiedomo jak będzie. A może czasami trzeba samemu sobie powiedzieć – NIE. Całe szczęście, jak niedawno pisałem, lubię to co robię. Sam to wybrałem. Nie może być jednak idelanie bo przecież czasami pracuję z ludźmi, którzy nie przychodzą na szkolenia czy coaching z własnej woli. Co prawda zawsze w końcu znajdujemy ciekawe tematy i odkrywamy fajne rzeczy. Wysiłek aby przekonać kogoś, że nie chcę nic narzucać, że to co oferuję to pomoc w drodze do lepszego życia jest trudny. No cóż pakuję walizeczkę i idę dalej, ale czy to jest cel? Ostatnie dni to dość smutna droga refleksji nad światem i tym, że zamist stawać się mądrzejszymi, stajemy się tylko bardziej wyształconymi. Zamiast być lepszymi dla siebie, stajemy się coraz bardziej wymagający. Zamiast dążyć do szczęścia, szukamy przyjemności. Także mnie trudno sie ostatnio zatrzymać, ale jest jeden promyk nadziei. Wiem gdzie popełniam błędy…

Michael Jackson 1959-2009

Farrah Fawcett 1947-2009

Warszawa- wrota do piekła?

Przez ostanie dni jestem zmuszony podróżować po Warszawie więcej niż zwykle. To między innymi sprawiło, że mój system nerwowy jest roztelepany do granic możliwości. Poruszanie się po mieście, gdy musimy załatwić kilka spraw w różnych jego punktach to prawdziwy koszmar. Dzisiaj stojąc w piętnastym korku, przy parnej gorącej pogodzie, zupełnie realistycznie pomyslałem, że powinno się, tak dla przykładu publicznie powiesić kilku jej byłych włodarzy. Trudno wieszać tych, którzy zaczęli  w końcu przebudowę ulic i arterii bo z tego powodu stoimy w korkach. Ci, którzy tego nie robili wcześniej powinni jednak dryndać na szubienicach. Tysiące ludzi siedzi teraz   puszkach i spędza po 4 godziny dziennie aby dojechać na miejsce i spwrotem.

Warszawa to nie tylko piekło komunikacyjne. To także jej mieszkańcy. Tu zycie biegnie znacznie szybciej niż w innych miastach. Ludzie ciągle się spieszą do wszytkiego: kariery, domu, pieniędzy, a potem na weekend. Oczywiście to generalizowanie, ale ludzie z innych miast są zwykle sympatyczniejsi, weselsi, mniej zapatrzeni w horyzont, mniej depczą to, co jest pod nogami. Czy kocham misto, w którym się urodziłem? Pewnie tak, ale nie znoszę w nim żyć. Nawet nie można z niego wyjechać bo rzeba poświęcić na to kilka godzin. No chyba, że pociągiem, ale pociągi nie wszędzie docierają. W czwartek, a potem w niedzielę jadę do Katowic. Oczywiście pociągiem. Zajmie mi to trzy godziny. Gdybym chciał jechać autem, w trzy godziny dotrę co najwyżej na wyjazdówkę na Katowice:-). 

Całe szczęście, że mieszkam w Rembertowie- dzielnicy, która ma swoje wady, ale są tu lasy, są pola z dzikimi kwiatami. Właściwie to taka mała oaza. Chyba nie wytrzymałbym w centrum. Ten rytm mnie meczy coraz bardziej. Nawet gdy pogoda jest tak dziwna jak wczoraj – 15 stopni i dzisiaj 28, to kwitnąca róża herbaciana o 3 metry od mojego laptopa, piekna trawa na tarasie, sosna kilka metrów dalej i przypominająca tropiki juka pomagają nabrać powietrza. 

Zauważyłem, że robię się coraz bardziej zrzędliwy, chyba to trochę za wcześnie, a może tylko przemęczenie daje znać o sobie. Dziś zrezygowałem z ambitnego planu samodzielnego remontowania swojego domu. Przez dwa tygodnie zamęczałem najbliższych swoimi koncepcjami i chcią ich realizacji. Poddałem się. Nie staczy mi wiedzy i umiejętności, a chyba także siły. Jednak chwilę musze odpocząć. Mam nadzieję, że uda mi się wygospodarować kilka dni w lipcu. Musze to zrobić i dla siebie i dla moich bliskich bo pomimo prób hamowania emocji udaje mi się to marnie. Wam także radzę, odpoczywajcie, póki jest czas. Pan Janek, którego miałem poprosić o zrobienie remontu nie odbierał telefonu. Okazało się wczoraj, że Pan Janek nie żyje. A rok temu mówił, że zbiera się, żeby rzucić pracę i odpocząć. Wszyscy tak sobie mówimy, ale czy wszyscy doczekamy. Oj niestety w takim amoku, w jakim żyje się w Warszawie, niekoniecznienie. Czyżby to miasto było wrotami do piekła?

Pierogi z truskawkami a „depresja wiosenna”

Nie wiem czy to ta pogoda, czy bóle łażące po kręgosłupie, ale czuję się bardzo bylejak. Dziś zawalczyłem z tym samopoczuciem ogromną ilością pierogów z truskawkami. Gdyby nie to, że po węglowodanach tyję jak świnka i na codzień jadam ich bardzo mało, to opychałbym się pierogami codziennie. Rezygnacja z nich jest niezmiernie trudna bo do „Pana Pierożka” mam 5 minut samochodem, a Panie lepią tam pierogi lepsze niż domowe. Są pierogi włoskie z serem i tysiącem ziół, ze świezymi, sezonowymi owocami, z fetą po grecku i te z mięsem i kapustą. Masakara odmawiać sobie tego. Niestety mój przeforsowany kręgosłup, mimo że nastawiany i masowany przez fachowca nie pozwala mi na wiele ruchu bo boli jak jasna cholera. Nic, może kiedyś przejdzie i zacznę się ruszać i zgubię pare kilogramów. Na razie czekam na ciepło i słońce i miłe wieczory na tarasie. Przydadzą się, zwłaszca, że nie zanośi się na urlop bo ciagle dużo pracy, co mnie bardzo cieszy, ale muszę się nauczyć mniej stać na szkoleniach bo inaczej nie wyleczę kręgosłupa. Ot i się pożaliłem…Pozdrawiam odwiedzających. 

Madonną zniszczyć polski katolicyzm

Odnoszę wrażenie, że ostanie protesty „katolickich grup” przeciw wystepowi Madonny w święto Wniebowstąpienia Najświętszej Marii Panny to dość perfidna prowokacja mająca na celu ośmiesznie tej wielkiej religii. Nie wierzę, że są w Polsce ludzie, którzy potraktują koncert Madonny jako profanację święta. Zupełnie na serio myślę, że komuś zależy na ośmieszniu polskiego katolicyzmu. Choć jestem daleki od chwalenia instytucji Kościoła, to przecież jest w nim wielu wspaniałych i mądrych ludzi . Są także osoby pokroju Ojca Rydzyka, ale przecież to właśnie ta religia ma wielkie zasługi dla Polski i Polaków. Wawiając nam, że są wśród katolików ludzie tak głupi, że łączą występ antyklerykalnej gwiazdy z profancją święta wywołuje się obrzydzenie do całej religii. Nikt, kto ma szacunek do religii czegoś takiego by nie wymyślił. Tak jak inne wielkie religie; Islam, Buddyzm, Hinduizm, czy Judaizm mają mój szacunek, tak robię wszytko żeby szanować Katolicyzm. Ktoś stara się to zmienić i nie sądzę aby byli to katolicy.

Być może jest to promocja organizatorów, bo bilety ciągle jeszcze są w sprzedaży, co jest dość dziwne …

Premiery Opole 2009 – dramat czy tylko kpina?

Od wielu lat, chyba już z przyzwyczajenia oglądam festiwal polskiej piosenki w Opolu. Przyznam, że od wielu lat jego poziom dość drastycznie spada ale to, co zaprezentowała dziś TVP wywołało we mnie duże zdziwienie i niesmak. Koncert premier 2009 miał kilku dobrych wykonawców i kilka nienajgorszych piosenek. Niestety pojawiły się momenty absolutnie żenujące. Jako pierwsza zaskoczyła Candy Girl, która kopije co się da i od kogo się da. Kto zakwalifikował tę „artystkę” … Przykro zrobiło mi się, kiedy zobaczyłem na scenie znakomita aktorkę Stanisławę Celińską. Pani Stanisława zaśpiewała swoją piosenkę tak mało profesjonalnie, że tak po ludzku zrobiło mi się jej szkoda. Sama pewnie oglądając powtórkę będzie żałowała decyzji o wystepie. Niestety nikt ani nic nie pokona Marka Jackowskiego z jego nowym zespołem. Marek po prostu nie umie śpiewać i nie pomogła niezła linia melodyczna bo infantylny i grafomański tekst dobił całość. Marku może jednak pisz muzykę dla Kory i zostaw Jej śpiewanie i teksty bo wtedy wychodzą perełki a tak wyszło totalne …… Nie rozumiem Pani Pinawelli- 1/2 Sistars. Niestety jej obecność na scenie to nawet nie 1/5 dokonań tej grupy. Niezła piosenka zaśpiewana manierycznie, bez wyrazu i sztucznie. Liczyłem na to, że Justyna Steczkowska ze znakomita piosenką „Tango” nie będzie miał konkurencji. Niestety Justyna zamiast zaśpiewać najpierw wykonywała akrobacje, które odciagały uwagę od piosenki, a na końcu postanowiła dodać element urozmaicający w postaci wokalizo- wykrzykiwania. Miało być artystycznie,wyszło banalnie i dramatyczno-idiotycznie. Do tego realizator dźwięku nie zauważył, że wokal jest za głośny i schował się półplayback. Wygrał Maciej Maleńczuk, za którym nie przepadam, ale szanuję bo dobra muzyka, znakomity tekst i świetne wykonanie. Szkoda, że zupełnie niezauważony został jeden z najlepszych polskich wokalistów Andrzej Lampert z zespołu PIN. To właśnie jego wybrała Sarah Brightman do duetu na polskiej edycji płyty Symphony. Anię Wyszkoni po prostu lubię i choć zaśpiewała bardzo prostą piosenkę to też dałbym jej nagrodę. 

Niestety organizatorzy nie poprzestali na znęcaniu się nad Stanisławą Celińską tylko zafudowali publiczności mini recital Skaldów. Brzmienie było takie sobie, ale obrazek. Artysta ma tak wyszukany styl ruchu scenicznego, że w połączniu z dobrą sześćdziesiątką na karku było to smutne wydarzenie. Cały czas miałem wrażenie, że Panom pospadają peruki, które warto nosić tylko wtedy, gdy nie widać że są złej jakości. Myślę, że wręczenie nagrody i jedna piosenka byłaby do zniesienia, więcej raczej mało strawne. Do tego wszytkiego kłopoty akustyków i realizatorów dźwięku, którzy nie mogli zbalansować podkładu z komputera i „żywych” głosów no i wyszedł spektakl dobry dla remizy strażackiej. Szkoda, może coś jeszcze się zdarzy przez te dwa kolejne wieczory. 

Czerwcowe zmęczenie i zdrowy egoizm?

Niestety ostatnio za dużo pracuję. Cześć to praca zarobkowa, ale druga część to reagowanie na potrzeby innych ludzi i niesienie im pomocy swoim kosztem. Ciągle zastanawiam się gdzie jest ta granica, która pozwala na powstanie zdrowego egoizmu. Chyba właśnie ją przekroczyłem i zaczynam od siebie. Zaraz idę do fizjoterapeuty bo zaniedbałem kregosłup i gdy stoję kilka godzin prowadząc zajęcia coraz częściej on mówi mi – basta, potem pyralgin i stoję dalej. Nie odpisuję na niektóre maile i nie odbieram niektórych telefonów. Pozwalam sobie stawać innym wymagania. Hm, jak długo wytrwam w zdrowym egoizmie? Znając siebie niezbyt długo:-)

Zabijamy własne dzieci!!!

Obejrzałem wstrząsający dokument o nadużywaniu farmakoterapi. Dane z USA pokazują, że w niektórych stanach aż 20% dzieci zażywa środki przeciw ADHD, pochodne amfetaminy. Tylko 3% dzieci wymaga takiej terapii, a reszta dostaje je aby lepiej się uczyły i były bardziej skoncentrowane. Pokazywano młodych ludzi w wieku 12-15 lat kompletnie uzaleznionych od tych leków. Wypowiedali się równiez ludzie biznesu, którzy korzystają ze środków pobudzających aby lepiej pracowac po 15 godzin dziennie. Popijają je alkohole-podobnolepiej działa. Po kilku latach można ich wyrzucić naśmietnik. Środki te testowano w Iraku na odziałach armii francuskiej. Podobno skutki uboczne byly minimalne. Poczekajmy 10 -15 lat. Zastanawiam się, czy na prawdę na świecie istnieje tylu bestialskich idotów, że taki proceder stał się możliwy. W jakim celu mamy chronić przyrodę skoro zabijamy samych siebie? Jakiego szoku potrzeba Ludziom, żeby zauważyli, że to bieg wprost do przepaści. Niszczy się dzieci, żeby były magistrami, super sportowcami, zamożnymi. Czy chociaż jeden mędrzec postawił równanie pomiedzy szczęściem a osiągnięciami? My wolimy mędrców nazywać szaleńcami a słuchac idiotów. Czy na prawdę słowo „człowiek’ brzmi dumnie, dopiero kiedy leży w  trumnie?

04 Czerwca 1989

Stoję na ulicy Madalińskiego w punkcie informacyjnym Komitetu Wyborczego „Solidarność” .

© 2017 Mirek Słowikowski

Theme by Anders NorenUp ↑