MonthListopad 2009

Mirosław Słowikowski- Reklama, Promo ze Szwecji :-))))))

Tybetańska księga umierania- oswajanie śmierci.

Byłem wczoraj z moją matką na kinowym dokumencie „Tybetańska Księga Umierania” Bardo Todol. To zupełnie niesłychany film dokumentalny, który przykuwa wielką uwagę widzów przez całe półtorej godziny. W świecie zachodu, który pomimo deklarowanego przywiązania do chrześcijaństwa oferującego nam życie wieczne, wyparł śmierć i wszystko, co się z nią kojarzy. Śmierć nie istnieje w naszym życiu bo wolimy o niej nie wspominać i zapominać. Pod skórą kryje się wypierany lęk, który jakże często zaburza nasze życie psychiczne. Film pokazuje spojrzenie na proces umierania z perspektywy buddyjskiej, jednak uważny widz odnajdzie w niej także odniesienia uniwersalne obecne w chrześcijaństwie. Tak także napotykamy istoty piekielne i boskie tyle, że są one projekcją naszego własnego umysłu i jak cała rzeczywistość stanowią pewnego rodzaju iluzję, która jest wszechobecna w naszym życiu. Perspektywa złożonego procesu umierania i przybierania nowej formy życia jest tyleż frapująca, co daleka, niemniej jednak oglądając film wydaję się być bardzo wiarygodną dla buddystów. Pierwszą przedmowę do tłumaczenia Bardo Todol napisał Carl Gustaw Jung. Zauważa w niej wiele aspektów uniwersalności opisów procesu umierania i ścisłych związków z doświadczeniami osób, które przeżyły śmierć kliniczną. Te doświadczenia są często traktowane jako efekty zaburzeń pracy mózgu, ale tak na prawdę nikt nigdy nie udowodnił, że to jedynie procesy mózgowe. Dopóki takich dowodów nie będzie nikt z nas nie może być niczego pewien. Dla mnie proces ponownych narodzin jest tyleż prawdopodobny, co nieprawdopodobny. Po prostu nie wiem. Skoro nie wiem, to jakakolwiek propozycja oswajania śmierci i traktowania jej jako część życia, warta jest zainteresowania. Na filmie można zauważyć, że ludzie, którzy oswoili śmierć potrafią znacznie radośniej i piękniej żyć. Dar a może umiejętność nie przywiązywania się do tego, co jest i co posiadają w tej chwili, na prawdę ich wyzwala. Perspektywa, której nie chcemy zauważyć, że w chwili śmierci pozostawiamy wszystkie dobra, o które tak zacięcie walczymy, pozwala na większe zainteresowanie się prawdziwymi wartościami życia. Przypominam sobie anegdotę, w której dwóch znajomych rozmawia nad trumną zmarłego. Kolega pyta kolegę- a ile nieboszczyk po sobie zostawił, drugi odpowiada- no cóż, WSZYSTKO. Zatem może warto pójść na film tylko dlatego, żeby przypomnieć sobie, co tak na prawdę jest w życiu ważne.. Wtedy być może zaczniemy cieszyć się nim właśnie tak:

30 lat temu – nieznana ABBA

Youtube to wielka kopalnia mało znanych piosenek, które uciekły w powodzi przebojów. Kiedyś pisałem, że ABBA to dla mnie nie wielkie przeboje, ale znakomite piosenki pochowane na albumach. Jedną z nich jest „Król stracił koronę” z albumu Youlez Vous (1979). Pamiętając, że utwór był nagrywany w 1979 roku, gdy nie było nawet cyfrowych magnetofonów, nie wspominając o ulepszaczach i harmonizerach wokalu, warto zwrócić uwagę na mistrzowskie chórki i aranżacje, które mieściły się na 16 ścieżkach analogowej taśmy. Dla mnie to jedna z najpiękniejszych piosenek Abby w całej historii zespołu. A potem „Kochankowie” równie znakomity, co zapomniany popis wokalistek Fridy i Agnethy, które nigdy nie epatowały słuchaczy męczącymi manierami, za to pokazywały jak się śpiewa prawdziwy pop. No i warto popatrzeć na kostiumy i choreografię sprzed 30 Lat:-):-):-)

nowa BUDKA SUFLERA – czapki z głów Drodzy Państwo

Dzisiaj wracaliśmy z Tomeszem C. z ważnej rozmowy, a w tle leciała sobie muzyczka z radia. Słuchając kilku polskich pop-rockowych wykonawców ogarnęło mnie potworne znudzenie podobieństwem kompozycji, aranżacji, szablonowością sposobu śpiewania i kłopotami z odróżnieniem Zagrobelnych, Puków, Pinów i kilku innych wykonawców, których nazwisk ani nazw zespołów nie pamiętam. Pomyślałem sobie – jest na prawdę źle. Po powrocie do domu zacząłem słuchac nowej płyty Budki Suflera „Zawsze czegoś brak”. No cóż, nie jestem wielkim fanem Budki, a pomimo uwielbienia głosu Krzysztofa Cugowskiego męczy mnie jego maniera śpiewania, a ostatnie płyty były dość monotonne, przewidywalne, albo na siłę uambitnione.

Tym bardziej nowy krążek wywołał u mnie ogromne zdziwienie, zaskoczenie, wręcz niedowierzanie. Romuald Lipko napisał kilkanaście fenomenalnych, prostych muzycznie, ale niebanalnych piosenek. Stworzył aranżacje w których bawi się różnorodnymi stylami i dźwiękami. Widać w tych utworach, że pasja tworzenia muzyki powróciła Panu Romualdowi na nowo. Warstwa tekstowa pozostawia nieco do życzenia, ale to pewnie kwestia gustu. Płyty słucha się znakomicie a jaj wielobarwność i różnorodność sprawia, że do ostatniej, czternastej piosenki, nie nudzi ona słuchacza. Ciekawe zmiany aranżacji, tempa, świetne chórki, nie przedobrzony wokal, jednym słowem znakomita płyta. Zupełnie nie przeszkadza mi, że to odrobinę archaiczna muzyka i dzisiaj pisze się, aranżuje i śpiewa inaczej. To wspaniały oddech od nowej generacji artystów, których utwory różnią się od siebie tym, czym jedna piosenka Modern Talking od drugiej.  Zatem Biję wielkie brawa dla tego podobno „najpiękniejszego” polskiego zespołu! :-)

Brawo Obama, ale …

Daleko mi do fascynowania się prezydentami USA i ich działalnością. Już dawno wyzbyłem się naiwności, że motywacją większości polityków jest dobro społeczne czy światocentryzm. Tym bardziej zaskoczyła mnie decyzja władz amerykańskich o wprowadzeniu powszechnej opieki zdrowotnej. Kraj, który uważał się za mocarstwo pozbawił 46 milionów swoich obywateli podstawowego prawa człowieka do ochrony zdrowia i życia. Teraz to ma się zmienić. Każdy, kto kiedykolwiek chorował lub opiekował się osobą chorą doskonale zdaje sobie sprawę, że są takie momenty w życiu, kiedy musimy zdać się na pomoc innych ludzi. Dla mnie miarą stopnia rozwoju cywilizacji  nie jest PKB, czy dochód narodowy, ale to, w jaki sposób społeczeństwo potrafi opiekować się najsłabszymi i chorymi. To bardzo trudne zadanie także dlatego, że zapewne po pomoc sięgną ludzie nieuczciwi, którym po prostu nie chce się dbać o swoją przyszłość i uważają, że nie muszą się o nią troszczyć. Czy oznacza to jednak, że mamy pozostawić ich bez pomocy w trudnych chwilach? Oczywiście doskonale zdaję sobie sprawę, że w Polsce ochrona tych najbardziej potrzebujących jest na skandalicznie niskim poziomie. Lekarze specjaliści do których czeka się po kilka miesięcy, podstawowe badania za które trzeba płacić, do niedawna powszechne łapówkarstwo. Uważam, że reformy służby zdrowia ślimaczą się w nieskończoność. Winę za to ponoszą wszystkie rządy, łącznie z obecnym i Pan Prezydent także. Podobno nie wymyślono jeszcze dobrej, publicznej służby zdrowia. No to myślcie Panie i Panowie bo skoro tak rajcuje was władza i biegniecie po nią niczym po ukryty skarb, to bierzcie się do roboty! Za wzrostem dochodu narodowego musi podążać jego sprawiedliwy podział. Nawet nie odwołując się wyższych uczuć przemawia za tym racjonalizm. Czy Ci najbogatsi uchronią się w gettach takich, jak kilka osiedli w Warszawie? Nie, bo ludzie pozbawieni szans, w swojej desperacji w końcu sięgną po ich dobra, zdrowie, życie. Na państwo policyjne trzeba będzie wydać znacznie więcej, niż na stworzenie szans do godnego życia. Społeczeństwo to nie tylko ludzie silni i zaradni, ale także Ci, którymi trzeba się zająć i zaopiekować , to rola władz państwowych, a ściślej ich wyobraźni. Bez niej można stworzyć tylko kolejne RPA sprzed kilkudziesięciu lat. Mam nadzieję, że tej wyobraźni będziemy mieli wszyscy więcej głosując  w wyborach i wybierając nie tyle najlepszych bo tych nie widać, ale najmniej szkodzących. Jak ktoś mądrze zauważył, dziś wybory to raczej głosowanie przeciw, niż za.

Z raju do kraju- czyli twarde lądowanie

Jeszcze wczoraj 29 stopni Celsjusza, wspaniałe błękitne morze, kwitnące bugenwille, banany i pomarańcze na drzewach, kosmiczny widok rafy koralowej z pochowanymi w niej jeżowcami, rybami w tysiącach kolorów, uśmiechniętą Galiną, miałczącym kucharzem i sklepikarzami mówiącymi „zajebiszcze”, a dziś rano Okęcie, deszcz i aż wstyd przyznać piękna, czysta Polska:-). Jak wszytko może być relatywistyczne. Dzisiaj rano wsiadając do samolotu uśmiechy i opowiadania rodaków i płacz kobiety, która koczując, czeka na samolot ponad 12 godzin. Dla niej Egipt był koszmarem. Dla mnie ciepłym morzem i beztroskim wypoczynkiem. To mój trzeci pobyt  w hotelu Bella Vista zatem nic mnie nic zaskoczyło, ale właśnie tak miało być- spokój i kompletne oderwanie od realiów przed nadchodzącymi tygodniami, kiedy grafik szkoleń zapełniony jest ponad granice psychicznej i fizycznej wytrzymałości. Całe szczęście spotkania z ludźmi to nie tylko praca ale także przyjemność, misja, jakkolwiek tego nie nazwę. Powróciłem z dawką siły i energii do działania, coraz bardziej szanujący siebie, nie pozwalający na wchodzenie na głowę, z dużą porcją dobrych emocji dla dobrych ludzi i równie dużą siłą, która stawia opór nieuczciwości, z którą się od czasu do czasu spotykam. Łatwiej ją rozumiem bo wiem, że tylko ludzie, którzy mają piekło w sobie potrafią stwarzać piekło innym. A tak na prawdę nie jest to piekło, tylko szczekanie małych piesków bo agresja ma zawsze postać małego bezbronnego pieska, który szczeka aby odstraszyć. Czasami należy jednak takiego pieska pogonić, żeby zrozumiał, że ani brak uczciwości, ani agresja czy nienawiść nigdy nie wygrają z dobrocią, współczuciem, empatią, uśmiechem, miłością. Wszystko jednak miesza się w naszych życiach i jedno nie może istnieć bez drugiego tak, jak nie można docenić egipskiego słońca, gdy nie ma polskiego jesiennego deszczu i na odwrót. A dla spragnionych zieleni i słońca i dla samego siebie kilka obrazków z Bella Visty i cieszę się na jutrzejszy spacer po polskim lesie i zapaleniu świeczek na grobach najbliższych.

© 2017 Mirek Słowikowski

Theme by Anders NorenUp ↑