MonthMarzec 2011

Pedanticus Nervus – dzisiaj w trójce

Kolejny poniedziałek i kolejny typ. Zapraszam w każdy poniedziałek o 10 45. Jeszcze kilka typów zostało :-)

http://www.polskieradio.pl/9/306/Artykul/336067,Pedanticus-Nervus

Potęga i samozniszczenie- czyli krótka opowieść o gniewie

Gniew to jedna z najpotężniejszych emocji człowieka i innych istot czujących. Jej wielka potęga to siła, którą daje. Człowiek w gniewie potrafi bronić swojego domostwa, wygarnąć prawdę drugiemu człowiekowi, zbudować własne granice, zmienić swoje życie. Pamiętam jak w szóstej klasie podstawówki Piotrek D. ćwiczył na swoich kolegach judo, którego zaczął pobierać lekcje. Przewracał nas, wykręcał ręce, rzucał na ziemię. Jako dzieciak wychowujący się bez ojca nikt nie nauczył mnie jak dowalić koledze, jak się bronić przed atakiem. Zwykle unikałem, uciekałem, bałem się. Któregoś razu Piotrek jednak przesadził. Mama kupiła mi nowe spodnie i to drogie wtedy jeansy. Byłem z nich bardzo dumny bo miały jakieś logo, inne niż Odra, czyli polski, socjalistyczny badziew. Założyłem je do szkoły pierwszy raz a Piotrek właśnie trenował na kolejnych, bezbronnych dzieciakach swoje nowe umiejętności zakładania czegoś tam. No i założył mi to coś tam i powalił na brudną podłogę na korytarzu. Wzbudził się we mnie taki gniew, że zupełnie automatycznie wyrżnąłem go piąchą w nochal. Jako, że nie miałem specjalnego doświadczenia w mierzeniu siły ciosu, nasz klasowy judoka padł na ziemie a z nosa poleciała krew. Jakże zdziwiło mnie, że nie dość, że przestał na mnie trenować, to zaczął mnie szanować. W ten sposób postawiłem granicę, której nikt potem nie próbował przekroczyć i nie musiałem uczestniczyć w tak zwanych solówkach, czyli bitkach jeden na jednego bo koledzy znali siłę mojego ciosu. To gniew postawił tę granicę. Kilkanaście lat później trafiłem na szefa, tak zwanego bydlaka. Jakoś nie specjalnie za mną przepadał i nawet kiedy odchodziłem z pracy, postanowił zrobić mi na złość zabierając samochód służbowy, który należał mi się na zaległy urlop. Urlop był zaplanowany, bez samochodu nie miałem jednak szans. Pojawił się potężny gniew, który pozwolił mi zdecydowanie odpowiedzieć: ? możesz mnie nawet w dupę pocałować gnoju a samochodu Ci nie oddam?. Tak gniew pomagał mi stawiać granice.

Gniew pochodzący z niezadowolenia z jakiejś sytuacji może pomóc ją zmienić bo dodaje nam siły do działania. Kiedy go stłumimy  przekształca się jednak w zabójczą siłę. Prowadzi do powstawania agresji, biernej agresji, autoagresji, chorób psychosomatycznych, depresji, nerwic.

Są także inne źródła gniewu niż niezadowolenie. To ból i strach.  Poranione zwierze staje się agresywne. Zwierze, które się boi także atakuje. Zwierzęta atakują z resztą tylko wtedy gdy odczuwają ból z powodu głodu i zdobywają pożywienie albo gdy bardzo się boją. O samo dotyczy nas ludzi. Gdy pracowałem terapeutycznie z ludźmi agresywnymi, zwykle odkrywaliśmy w ich życiu oceany poranień, cierpienia, lęku. Nie bez powodu najsilniejsze typy osobowości takie jak ósemka, mają nieuświadomiony brak poczucia bezpieczeństwa. Z tego powodu cały czas muszą prowokować, atakować i udowadniać sobie, że są silne. Gniew z bólu i cierpienia budzi w człowieku najpotężniejsze pokłady zła pod postacią nienawiści do innych istot. Bez tej nienawiści nie potrafią się obyć, Rozsiewają ją niczym rolnik ziarno na polu. Jeśli trafią na pole ludzi przerażonych, przestraszonych, cierpiących to rodzą się całe łany agresywnych i nienawidzących potworów.

Tak jak każda emocja, której sobie nie uświadamiamy, gniew jest projektowany (jak w kinie na ekran) na otoczenie. Ludzie tacy są święcie przekonany, że otacza ich świat pełen nienawiści, zawiści, podłości i zła. Każdy, kto ma inne zdanie, inny sposób życia lub jest w jakikolwiek sposób inny staje się dla nich zagrożeniem i wrogiem z którym należy walczyć i go zniszczyć. Oczywiście nie oznacza to, że otacza nas pole wszechobecnej miłości, ale ludzie nienawidzący potrafią znaleźć wroga wszędzie i w każdym, kto się w jakikolwiek sposób odróżnia.

Gniew zatem może niszczyć innych ( rzekomych wrogów) ale przede wszystkim niszczy jego posiadacza. Niszczy relacje, niszczy związki ale także rujnuje zdrowie psychiczne i fizyczne. Do ludzi podłych, złych, przepełnionych nienawiścią bardzo często wraca to, co ?dają? światu. Częstokroć mają wrażenie życia w oblężonej twierdzy a jedyna twierdza to ich zamrożone emocje empatii, zrozumienia, akceptacji różnorodności myśli i form życia. Gniew wywołuje wojny religijne, wojny domowe, wojny w naszych domach. Może zatem warto pamiętać, że nie wolno zastępować bólu, lęku, braku poczucia bezpieczeństwa agresją i syndromem ?zaatakuję ciebie zanim ty zaatakujesz mnie.

Ja sam mam w sobie dużo gniewu. Przypływa jak fala gdy czuję się bezsilny, bezbronny, poraniony. Staram się z nim pracować ale nie zawsze z dobrym skutkiem. Kiedy z nim pracuję fala nie zamienia się jednak w tsunami, które niszczy wszystko, co napotka na drodze. Często do moich rąk trafia znakomita książka Dalajlamy ?Uzdrawianie Gniewu?. Często musze przypominać sobie co jego świątobliwość w niej pisze. Często wspominam homilie Jana Pawła II o miłości i miłosierdziu, który tak bardzo odczuwał niedostatek tych uczuć na polskiej ziemi. Ojciec Święty tak bardzo chciał tak bardzo aby Duch Święty odmienił oblicze naszej ziemi. Gdybyśmy częściej sięgali po wykłady Dalajlamy i homilie Jana Pawła II , żyło by nam się znacznie lepiej. Może nie bogaciej w kuchni czy w salonie, ale bogaciej  w sercu. Nie jestem naiwny i nie wierzę, że coś się szybko zmieni bo daliśmy się wciągnąć w straszne szpony nienawiści jako naród. Jestem także daleki od zwalniania z odpowiedzialności kogokolwiek za jej rozsiewanie, albo obwinianie konkretnych sił czy ludzi. Marzy mi się jednak, żeby kiedyś zgodnie wszyscy uderzyli się we własne piersi, zamiast piersi ?wroga? i zrozumieli, że nienawiść i wrogość nigdy niczego nie zbudowały a zmiotły z powierzchni ziemi całe narody, państwa, społeczności. Czy kiedyś powiemy sobie dość! ???

Parcie na szkło :-)

Ostatnie dni zrobiły się jakieś ostro medialne. W niedzielę byliśmy z Tomkiem w Trójce na  żywo, nagrywaliśmy także audycje które będą emitowane później. Dwie już poszły trochę niespodziewanie. Jesteśmy bardzo wdzięczni Trójce i Grażynie Dobroń za te zaproszenia bo napisaliśmy książkę, która nie ma wielkiego wsparcia promocyjnego, które oferują międzynarodowe korporacje wydawnicze. Bez takiego wsparcia książka nie pojawia się nie tylko na plakatach i stołach z bestsellerami, ale czasem trudno znaleźć ją w księgarni bo „dobre miejsca wystawiennicze” są opłacane przez gigantów. Skąd zatem czytelnik ma się o niej dowiedzieć?

Ja osobiście bardzo lubię spotkania ze słuchaczami trójki bo słuchają jej inteligentni ludzie, mam czas na wypowiedzenie całego zdania a nawet myśli, rozmowy ze słuchaczami. Programy telewizyjne są także ważne bo ogląda je dużo ludzi ale to taka przepychanka i właściwie nie ma czasu, żeby dokończyć nawet krótkie zdanie. Jeśli nie da się dotrzeć do czytelników poprzez intensywną promocję wydawnictwa, to lepsza krotka wizyta w TV niż nic.

No własnie czy  każda?  Zupełnie niespodziewanie TVN wystosował zaproszenie do znanego, cyklicznego programu kulinarnego. Pani zatelefonowała do mnie i zamurowała mnie zupełnie. Broniłem się jak mogłem a potem broniłem Curleja, bez jego wiedzy. Zreflektowałem się jednak i zadzwoniłem do Tomka: a może ty chcesz?  W odpowiedzi usłyszałem: oszalałeś? No i okazało się, że mamy wadę w postaci braku parcia na szkło:-). Pewnie powinniśmy się zgodzić bo w końcu żyjemy z własnych nazwisk a nie comiesięcznej pensji. Ciesze się jednak, że przyjaźnię się i współpracuję z facetem, z którym tak często zgadzamy się w kwestiach kluczowych. Obydwaj chcemy, żeby nasza praca była zauważana i doceniana ale nie przepadamy za zauważaniem naszych twarzy w sklepach i mam nadzieję, że tak pozostanie.

Tomek Curlej o kobietach: „puch marny” :-)

Posłuchajcie :-)

http://www.polskieradio.pl/9/306/Artykul/328018,Dluga-ewolucja-od-puchu-marnego-do-samicy-alfa

Dzisiaj w nocy w radiowej „Trójce”

Dzisiaj o północy mieliśmy przyjemność, z Tomkiem Curlejem, gościć u Grażyny Dobroń w Dobronocce. Bardzo dziękujemy za zaproszenie. Rozmawialiśmy o mężczyznach, kobietach i „Instrukcji Obsługi Twojego faceta”. Poniżej zamieszczam link do audycji, której możecie posłuchać z podcastu:

http://www.polskieradio.pl/9/304/Artykul/327474,Mondralus-i-Nervus-o-sobie-samych

Zapraszamy także do słuchania „Instrukcji obsługi człowieka” codziennie o 10 45. W najbliższych tygodniach w każdy poniedziałek opowiemy o kolejnych typach facetów, które opisujemy w książce.

Dzisiaj Dramaticus Histericus:

http://www.polskieradio.pl/9/306/Artykul/327594,Ten-typ-tak-ma

WARSZAFKA – H.R.A.B.I.A

Sam lepiej bym tego nie ujął :-)

OFE- nie denerwuj się bo nie dożyjesz!

O zawrót głowy może przyprawić ?debata? wybitnych ekonomistów na temat naszych, przyszłych emerytur. Profesor Rybiński chce pozywać rząd za utracone korzyści przyszłych emerytów. Profesor Gomułka twierdzi, że rząd zbyt hojnie obiecuje waloryzację składek w ZUS. Profesor Balcerowicz twierdzi, że demontuje się znakomity system, który wymyślił. Trudno się w tym wszystkim połapać i z wielką łatwością można dać sobie zrobić wodę z mózgu i wpaść w nerwicę.

Jakoś nikt nie zauważa, że dzielimy tu skórę na niedźwiedziu. Każdy ekonomista wie, choć tego nie mówi głośno, że prognozowanie gospodarcze jest zdecydowanie mniej skuteczne niż wróżenie z kart Tarota. Jest taka masa czynników, które są zmiennymi, że nijak nie da się obliczyć czegokolwiek, nawet na najbliższe pięć lat. Możemy oczywiście założyć sobie jakieś średnie długoterminowe ale każdy przyszły emeryt musi pamiętać, że to ile pieniążków dostanie będzie zależało od sytuacji gospodarczej w dniu przejścia na emeryturę. Nie jest bynajmniej prawdą, że czy to OFE, czy to ZUS przechowują nasze pieniądze. Jeśli kwoty, które odkładamy inwestowane są w obligacje skarbu państwa albo na giełdzie, to pamiętajmy, że jeśli państwo nawali to obligacje tracą wartość. Jeśli nawali giełda, to jednostki funduszy  są niewiele warte. Tak czy owak najistotniejszy jest dochód narodowy państwa i jego kondycja gospodarcza.

Oburzenie co do odebrania kasy OFE jest typową polityczną okładanką. Każdy rząd musiałby zrobić to samo i nawet Ci, którzy liczą na przejęcie władzy, po cichu dziękują Bogu, że obecny rząd to robi. Co stałoby się gdyby w najbliższych latach zabrakło około 200 miliardów złotych, którejkolwiek z opcji politycznych. Realną alternatywą jest równoczesne podniesienie VAT, podatku dochodowego, zamrożenie płac, zamrożenie rent i emerytur, likwidacja zasiłków rodzinnych i socjalnych, nie wspominając o becikowych i innych ?drobiazgach?. Takie ograniczenie wydatków wywołałby spowolnienie wzrostu a nawet recesję. Jakoś nie wyobrażam sobie chętnych na takie reformy, oczywiście oprócz Leszka Balcerowicza. Tu jednak ekonomiści pobiliby się po raz kolejny. Profesor Rybiński jest zafascynowany rozwojem gospodarki Chińskiej. Przypomnę, że to gospodarka socjalistyczna gospodarka planowa. Twierdzi, że chińczycy za 10 lat opanują rynki światowe zalewając je dobrej jakości produktami średnio zaawansowanej technologii, czyli takiej jaka nas otacza w samochodach, lodówkach, pralkach, komputerach. Zastosowanie wielu rozwiązań sugeruje także w Polsce.  Po drugiej stronie barykady stoi Leszek Balcerowicz bezgranicznie ufający czystej jak łza niewidzialnej ręce rynku. Ta niewidzialna ręka rynku w Polsce zadziałała średnio. Stworzyła obszary biedy z powodu nagłej i jak się wydaje nie do końca przemyślanej prywatyzacji, ale niewątpliwie wprowadziła Polskę na drogę szybkiego rozwoju.

Problem polega chyba na tym, że wielcy ekonomiści często przekonani są zbyt mocno do własnych racji ale niestety trafiają na żywy organizm gospodarki światowej a ta ostatnia ma doktryny ekonomiczne w głębokim poważaniu. Coraz lepiej widać, że systemu idealnego nie ma i nie będzie oraz, że każdy ma wady i zalety.

Proponuję zatem nie denerwować się nadmiernie OFEami i innymi bajerami bo i tak zupełnie nic nie wiadomo. Zasada jest prosta: będzie bogato, to będzie bogato, będzie dołek to będzie dołek. Poza tym jeśli ekonomiści podniosą nam wiek emerytalny to musimy pamiętać, że około połowy z nas jej nie doczeka. Doczekają głównie Ci, którzy znacznie mniej przejmują wysokimi zarobkami, karierą, ambicjami i politykami bo oni będą zdrowsi. Stres niszczy zdrowie i ludzie sukcesu żyją znacznie krócej niż 67 lat. Warto o tym pamiętać, zanim po raz kolejny zaczniemy wściekać się na pomysły ekonomistów i trochę pośmiać jak ten emeryt:

Dla Wspaniałych Pań :-)

Roxette – „Charm School”

Po dziesięciu latach przerwy spowodowanych chorobą Marie Fredrikson, solowych płytach Marie i Pera w ojczystym języku, jeden z najpopularniejszych zespołów końca lat osiemdziesiątych i  dziewięćdziesiątych Roxette wraca z nową płytą. Zespół nie był kapelą jednej płyty i jednego przeboju. Nagrał osiem albumów z których przynajmniej cztery były znakomite, choćby mój ulubiony „Crash, Boom, Bang” z 1994 i wcale nie najgorszy  „Room Service” z 2001. Niestety premierowa „Szkoła wdzięku” nie zawiera nawet 1/8 tego, co Roxette robili kiedyś. Nie znajduję na nim ani jednego hitu   na miarę The Look czy Joyride. Nie ma też pięknych ballad na miarę Crash, Boom, Bang; This must have been love, czy Milk and Toast albo Listen to your heart. Piosenkom dynamicznym brakuje kopa, balladom brakuje pięknej melodii. Co prawda pyłta jest juz NR. 1 w Niemczech, ale podejrzewam, że na tym się skończy. Nie sądzę aby udało powrócić się na rynek amerykański, na którym Roxette było niezwykle popularne. To jednak nie jest dla mnie istotne. Miałem nadzieje, że będę miał w końcu czego słuchać bo od czasu „I’m Sasha Fierce” Beyonce jakoś nic mnie nie urzekło a tu skucha. Nie chce się wracać do „Charm School”  tak jak nie chce się wracać do podstawówki.

A Tak było kiedyś:

” I tylko trochę mdli, jak szarlotka z rana”

Tydzień kończy się dla mnie ogromnym niesmakiem, rozczarowaniem, chyba też zwykłym smutkiem. Od czasu do czasu diabeł podkusi mnie o skomentowanie rzeczywistości politycznej. Rażą mnie jawne niesprawiedliwości i krzywda wyrządzana ludziom. Razi mnie tabloidowe podejście do rzeczywistości i chyba za stary jestem, żeby widzieć świat w kolorach białym albo czarnym. Staram się jak najbardziej obiektywnie, ale oczywiście w rezultacie subiektywnie bo jestem sobą a nie średnią, komentować rzeczywistość. Nikomu też nie narzucam swoich poglądów, ale nie lubię też jak ktoś mi je narzuca. Niestety ostatnio dyskusja z moim kolegą, z którym pracowałem przez wiele lat skończyła się w taki sposób, że … Wymienialiśmy argumenty i wykazywaliśmy sobie kiedy się mylimy. Niestety po jej zakończeniu facet, którego znam od lat usunął mnie z grona znajomych na facebooku. Tak, po kilkunastu latach znajomości… Po raz kolejny polityka pokazała jak może niszczyć. Ci sami ludzie, którzy na co dzień jedzą wspólnie obiadki, spotykają się na piwku, napuszczają nas na siebie do tego stopnia, że człowiek, który ma inne poglądy od razu staję się wrogiem. To nie pierwsza tego typu sytuacja bo maile zawierające nawet pogróżki, szczujące na bliskich, szkalujące wpisy na forach internetowych, to nieomal codzienność. Szczerze mówiąc mam wielką ochotę sobie odpuścić. Usuwam kilka wpisów z bloga. Przestaję, przynajmniej  na jakiś czas, komentować sprawy polityczne. Jestem przytłoczony poziomem agresji i zawiści. Mam uczucie przegranej, nie w stosunku do kogokolwiek bo moich wartości nie odbierze mi nikt, ale do poziomu dyskusji i dyskutantów. Rzeczywiście chyba lepiej pisać o pierdołach bo to chętniej się czyta i komentuje. Zamiast pisać o całym tym bagnie popisze sobie trochę książki. Wczoraj zacząłem po rocznej przerwie znowu i bawię się tym. Nawet jeżeli nikt jej nie wyda, to będzie to taki mój mały świat szaleństwa i zabawy. ” I tylko trochę mdli, jak szarlotka z rana” .

© 2017 Mirek Słowikowski

Theme by Anders NorenUp ↑