Kilka godzin temu wróciłem z Nowego Jorku. Byłem tam po raz pierwszy w życiu. Niestety niewiele zobaczyłem a jeszcze mniej pamiętam. Przemiła starsza Pani powiedziała mi jak dojechać do Central Station  nowojorskim metrem. Do tego stopnia zaangażowała się w pomoc, że na przystanku autobusowym obydwoje zostawiliśmy swoje  niewielkie bagaże. Gdy wysiadłem z metra uderzyły mnie wielkie budynki. Zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Co najdziwniejsze, zupełnie niepodobne do tych, które znam z telewizji i kina. Niestety wracając z centrum, z wagonika metra wyskoczyła w biegu starsza pani.

Wtedy właśnie się obudziłem. Z satysfakcją odczytałem godzinę na zegarku. Była 09 40, czyli pospałem dłużej pierwszy raz od czterech tygodni. Zmęczenie w ostatnich dniach sięgnęło zenitu. Dla mnie tym momentem granicznym jest płytki i krótki sen. Budzę się o piątej a wczoraj o czwartej rano, czyli co najmniej dwie godziny wcześniej niż muszę wstać. Cienie pod oczami stały się potężne a wyczerpanie psychiczne nieznośne. Niestety większość firm wydaje budżety w ostatnich dwóch miesiącach roku i wtedy mogę pracować. Bardziej zręcznym byłoby powiedzenie, że muszę pracować, a politycznie poprawne, że chcę pracować. Prawda jest jednak banalna. Jeśli teraz nie zapracuję na miesiące, kiedy firmy znowu zapominają o szkoleniach, to nie będę miał z czego żyć. Zawód trenera przypomina zawód rolnika. Kiedy jest sezon, trzeba zbierać plony i nie ma innego wyjścia bo one nie poczekają na polu na wolny czas.

Całe szczęście, że w ciągu tych ostatnich tygodni na szkoleniach byli sami fajni ludzie. Super załogi z Aegon i Polkomtela, PZU i masa fajnych ludziaków na szkoleniach otwartych. Mam także szczęście do ludzi z którymi współpracuję. Tomasz, na którego zawsze mogę liczyć i nigdy nie zostawił mnie w trudnych chwilach. Magda, które pomimo choroby i zmęczenia zawsze pomoże a do tego jest super sympatyczna i niezwykle inteligentna. Renata, która radzi sobie z maluchami i wszystkimi kwestiami formalnymi a przy okazji bardzo ją lubię. Bardzo pomogła mi też  klinika MEDIQ. Do pracy doszły badania mojej mamy, przygotowujące do dwóch operacji. Podchodziłem do nich jak kot do jeża a okazało się, że warto jeździć do Legionowa do prywatnej kliniki bo ludzie przesympatyczni, nie ma problemu ze zmianą terminów, nie czeka się w kolejkach a za to wszystko płaci NFZ. Jeśli ktoś mi powie, że boi się prywatyzacji służby zdrowia, to od razu wyślę go do MEDIQ. Okazuje się, że na NFZ można nie tylko zarobić ale także pacjenta traktować jak pacjenta a nie intruza.

Na odpoczynek jeszcze nie czas. Jeszcze bardzo intensywne dwa tygodnie. Pewnie Grażynka Dobroń się na mnie obraziła bo nie zdecydowałem się na audycję, pewnie Ela nie wie dlaczego się nie odzywam ale mam nadzieję, że nadrobię. Teraz siedzimy z Tomkiem nad szkoleniem ?Wywieranie wpływu? bo jakiś czas go nie robiliśmy i robi myje na nowo, lepiej i ciekawiej, żeby ludzie nauczyli się fajnych rzeczy. Piszemy raporty po Assesment Center bo musze być na wtorek. Marzę o tym, żeby znaleźć siły i czas na wtorkowy koncert Kory. Spotkaliśmy się niedawno i odnalazłem w Korze dawną pasję do muzyki. Rozmawialiśmy krótko, ale bardzo się cieszę, że mogłem Ją ucałować bo jest to dla mnie jedna z największych artystek i niezwykłych, inspirujących postaci. Doradziła mnie i Tomkowi, żebyśmy ?zaindukowali? uczestnikom szkoleń jej płytę jako materiał do zmiany :-). Na razie indukuję sobie podczas walki z komputerem 😉