MonthStyczeń 2012

Irena Jarocka nie żyje :(((((((

Ogromnie smutno mi się zrobiło bo Pani Irena była zawsze.  W maju miała zaśpiewać z Michaelem Boltonem. Już nie zaśpiewa :(

XXI wiek tylko dla wybranych…

Czekają nas ciekawe czasy. Zmiany, które przyniesie następne 20-30 lat nie będą jednak przebiegały po naszej ?dzisiejszej? myśli i jeżeli uważamy, że będzie żyło się coraz lepiej, to możemy się bardzo oszukać. Mieszkańcy planety Ziemia nie potrafią jeszcze stawić czoła nowym wyzwaniom i dopóki nie będą potrafili, czeka nas trudny czas. Koło roku 2050 będziemy potrzebowali pięciu takich Ziemi, żeby sprostać wyzwaniom rozwoju. Tak przynajmniej twierdzą naukowcy. W tej chwili sytuacja jest dość prosta. Są obszary naszej planety prze-industrializowane, gdzie ludzie posiadają mieszkania, domy, kuchnie gazowe, ogrzewanie, samochody, telewizory, zmywarki, samochody etc.  To Ameryka Północna, Europa, Australia i małe ?wysepki? w Azjii i Afryce. Chiny i Indie , rezerwuary ludności, rozwijają się jednak w bardzo szybkim tempie. Kiedy tylko wyhamuje proces nakręcania koniunktury w tych krajach poprzez eksport, rynki wewnętrzne staną się motorem napędowym. Ludzie zaczną masowo kupować wszystko to, co dla nas jest normalne, a dla 90% Chińczyków i Hindusów, obrazkiem w telewizji. Przemysł produkujący w oparciu o nieomalże bezpłatną siłę roboczą przeniesie się do Afryki. Proces ten już się rozpoczął.  Po dwóch dziesięcioleciach także Afryka zacznie konsumować coraz więcej. Ten ogromny rozwój wymaga zwielokrotnionego zużycia surowców. Nie mówimy tu o wzroście o kilkadziesiąt procent, ale kilkaset procent. Tylu surowców nie znajdziemy na ziemi. Bajki o recyclingu na taką skalę też możemy wyrzucić z półki. Ceny surowców naturalnych zaczną gwałtownie rosnąć już za 10, 20 lat. Okaże się, że wszyscy mieszkańcy Ziemi będą mieli do nich bardzo ograniczony dostęp. Problem ten nie ominie obecnych enklaw tak zwanego dobrobytu, do których się zaliczamy, bez względy jaka jest nasza opinia o własnym dobrobycie. Globalnych rozwiązań nie widać. Nie potrafimy sobie poradzić z banalnym (przy nadchodzących), problemie światowych przepływów finansowych. Kapitał finansowy lata po świecie niczym stado szarańczy i szuka słabszych organizmów, rozstrajając całe kraje i grupy krajów. Najda się na ?graniu na spadki i wzrosty? i kiedy wypompuje kapitał przenosi się w inny region. Politycy nie potrafią rozwiązać nawet tego problemu i trudno się spodziewać aby byli w stanie przeciwdziałać znacznie poważniejszym wyzwaniom.

Wydaje się absolutnie niezbędnym przestawienie formuły wzrostu całego globu na mniej industrializacyjną. My Ziemianie musimy zastanowić się jak na nowo zbudować nasz świat. Być może za kilkadziesiąt lat własny samochód, czy dziesiątki urządzeń w naszym domu, staną się luksusem na który stać nielicznych. To, co mamy być może jest szczytem możliwości na który nasze dzieci i my sami, gdy będziemy starsi, już pozwolić sobie nie będziemy mogli. Nie są to sabałowe bajania ale realia, którym należy spojrzeć prosto w oczy. Dziesięć miliardów ludzi w 2050 roku, to 5 miliardów samochodów, tyleż samo lodówek, ogrzewania lub klimatyzacji, 10 miliardów telewizorów, i dziesiątki miliardów małej  elektroniki, nie wspominając o pożywieniu. Chyba nawet największy optymista nie powie, że taki poziom rozwoju zniesie nasza planeta. Jeśli ktoś uważa, że pomoże ropa czy gaz ze złóż łupkowych, albo płynne żelazo z jadra planety, powinien zgłosić się do psychiatry. Jeżeli ktoś uważa, że taką industrializację zapewnią naturalne i odnawialne źródła energii , także jest naiwny. Tak szybko nic się nie ?odnowi?.

Musimy zatem na nowo próbować definiować, co stanowi o jakości naszego życia i przestać pasjonować się kolejami szybkich prędkości i samolotami naddźwiękowymi. Nie będzie nas na to stać. Nie 10 miliardów ludzi.

Cały czas mam wrażenie, że ziemianie  uważają, że postęp technologiczny rozwiązuje nasze problemy. Każdy postęp przynosi nowe zagrożenia i w dalszym ciągu rachunek wychodzi  na plus. Gdy nie było kolei, nie było katastrof kolejowych. Kiedy nie było samolotów, nie było także wypadków lotniczych. Elektrownie konwencjonalne nie powodowały takich zagrożeń, jak atomowe. Pomimo tych zagrożeń, które zawsze towarzyszą rozwojowi, wychodzimy na plus. Korzyści są większe niż zagrożenia. Przy tym tempie rozwoju, z pewnością, w którymś momencie zaczną się równoważyć. Kiedy się to stanie? Nikt nie wie, czy za 20, 30, czy 50 lat. Przy tym modelu rozwoju z pewnością kiedyś przekroczymy granicę.

A może ?lepiej? wcale nie oznacza, z większą ilością gratów i zabawek?  Polacy pracują w tej chwili bardzo ciężko. Widzę to na cod dzień. Zaczęliśmy wierzyć naiwnie, trochę za Leszkiem Balcerowiczem, że im ciężej będziemy pracowali, tym lepiej będziemy żyli. To bardzo prosta koncepcja, żeby nie użyć mocniejszych słów- prostacka, naiwna, niemądra. Tego typu wzrost przynosi satysfakcję a nie poczucie zadowolenia z życia. Nie są to tożsame pojęcia, jak powszechnie się wydaje. Założenie, że dobrobyt ekonomiczny przynosi zadowolenie z życia jest mylne i wie to każdy, kto już posiada piękny dom, dwa samochody, kilka plazm, ipady, ifony, etc. Żeby na nie zarobić niszczymy nasze związki, bierzemy ogromne kredyty, które burzą nasze poczucie bezpieczeństwa i wywołują uczucie zagrożenia. Na moich oczach rozpadają się rodziny i partnerzy zastanawiają się jak uniosą ciężar, który rozkładał się na dwoje. Przestawienie życia na nowe, dostosowane do realiów ekonomicznych tory, jest niezwykle trudne. O poziomie życia nie świadczy już udany związek, czas spędzany z dzieciakami, tylko  automat do latte, do którego musimy kupować drogie wkłady. Zapominamy, że latte to nic innego niż kawa z mlekiem.

Nad takimi definicjami w najbliższych kilkudziesięciu latach będą musieli  zastanawiać się mieszkańcy planeta Ziemia. Nie dlatego, że latte szczęścia nie daje ale dlatego, że nie będzie dostępna. Krowy  produkujące najwięcej CO2 nie dadzą aż tyle mleka, żeby 10 miliardów ludzi piło latte. Mam nadzieję, iż czytelnik rozumie, że latte to tylko symbol.

Idą trudne czasy i potrzeba nam wielkich umysłów. Na razie nikt ich nie słucha?

© 2017 Mirek Słowikowski

Theme by Anders NorenUp ↑