MonthPaździernik 2012

Jesienno – zimowa „depresja” uderzyła!

Większość z nas zaczęła czuć się nie najlepiej. Za oknem zimno, ciemno, plucha albo śnieg. Ociężałość, ospałość, uczucie przygnębienia, smutku, braku nadziei na słońce odbiera chęci do działania. Trudno się wstaje, trudno mobilizuje, nic się nie chce. To zupełnie naturalne reakcje naszych organizmów na nadchodzącą zimę. Ciało i psychika przeżywają szok odstawienia ciepła i światła. Pojawiają się katary, przeziębienia, infekcje. U wielu z nas spada odporność. Ważne aby nie popadać w przerażenie bo spadek formy o tej porze roku jest czymś zupełnie naturalnym. Można mu jednak przeciwdziałać. Po pierwsze i po drugie, światło. Jeśli patrzymy z obrzydzeniem na aurę i nie wychodzimy z domu, żeby złapać odrobinę światła, skuteczna jest wizyta w solarium. Tak, takim zwykłym solarium. Nie po to bynajmniej żeby się uprażyć i wyglądać jak południowiec ale po to, żeby doświetlić organizm. Po solarium czapka na głowę i do domu. Warto pamiętać także o dogrzaniu organizmu. Jeśli tego nie zrobimy po przemarznięciu to przeziębienie pewne. Stare metody babć sprawdzają się najlepiej. Miska wody z gorącą wodą z dodatkiem soli i moczenie stóp, herbata z sokiem malinowym, gorąca kąpiel lub prysznic powinny zabezpieczyć przed katarem. Na wszelki wypadek kapsułka bezzapachowego czosnku, trochę omega 3 i sporo cynku też pomogą. Nie warto jednak dawać się oszukiwać suplementom bo one maja tego cynku tyle, co nic a kosztują dużo. Bez recepty można kupić Zincas i na wszelki wypadek połknąć od czasu do czasu. Twardzielki i twardzieli chodzących bez czapek zachęcam do nabycie leków na zatoki. Bez czapusi padną prędzej niż później i będą antybiotyki. Żeby to wszystko się udało potrzebny jest wypoczynek, Żeby efektywnie wypocząć ciało musi być rozluźnione. 30 minut z jogą albo innym lekkim ruchem wystarczą a potem 8 godzin snu. Naukowcy potwierdzają, że deficyt snu odkłada się nawet do 20 lat. To nie prawda, że 5, 6 godzin snu wystarczy. Ostatnio coraz częściej słyszę, że na znużenie młodzież i co głupsi dorośli aplikują sobie pochodne efedryny, czyli popularne, doustne leki na katar. To tak głupi pomysł, że aż strach. Co prawda zawierają je gripexy i inne specyfiki, ale co innego jeśli zażywamy je aby obkurczyć śluzówkę podczas kataru a zupełnie co innego gdy posilamy się nimi jak dopalaczem. System nerwowy można łatwo rozregulować i będzie słabiutko. Lepiej wypić kawę, yerbę, czy mocną herbatę niż opychać się chemią gdy nie jest to konieczne. Pamiętajmy też wszyscy, że jeśli dołek trwa zbyt długo, trzeba koniecznie iść do lekarza. Coraz więcej na ma stany nerwicowe i depresję. Jeśli doprowadzimy do stanów przewlekłych to zmarnujemy sobie zdrowie. Ciało najszybciej reaguje i to bardzo ostro. Przy tak nowoczesnych lekach jak teraz nie ma najmniejszego sensu się męczyć. Psychiatrzy nie gryzą i warto czasami z nimi pogadać. Nieleczone depresje i nerwice zabijają psychicznie i fizycznie. Ale na razie większość z nas ma tę normalną formę depresji, czyli jesienną. Musimy niestety z nią się pogodzić i zaprzestać walki o sprawność z lata, tylko systematycznie zrobić coś dla siebie, zadbać o nasze lepsze samopoczucie.

Dwa światy …

Wczoraj byłem na spacerze z moją matką. Łazienki królewskie w barwach jesieni i promieniach słońca wyglądają bajkowo. Na początku przeraził mnie tłum warszawiaków. Wielkie potoki ludzi przepływających alejkami zrobiły na mnie niesympatyczne wrażenie. Był to jednak tylko pierwszy impuls człowieka, który najchętniej odpoczywa bez udziału tłumów, którego niechęcią napawają wielkie spędy a nawet nasiadówki w knajpkach. Nigdy za nimi nie przepadałem a teraz jeszcze mniej. Lubię duże przestrzenie i dlatego tak cudownie czułem się przez tydzień na plaży w Tunezji, w prawie pustym, małym hoteliku, z kilkunastoma gośćmi, starszymi ode mnie, grzecznymi, spokojnymi, nie narzucającymi się. Wielka plaża i stosunkowo mało ludzi, piękna pogoda, ciepła woda, wiatr od morza. Piękny tydzień. Łazienki królewskie i plaża w Sousse pokazały mi zupełnie inny świat. Ludzie przechadzający się po parku przestali mi przeszkadzać, gdy dostrzegłem, że wszyscy są uśmiechnięci, spokojni, zainteresowani wiewiórkami, które sprytnie ukrywają orzechy. Przez kilka poprzedzających tygodni dałem się wciągnąć w dziwne rozmowy, oglądanie stacji informacyjnych, nakręcanie się tak zwaną ?prawdziwą rzeczywistością?. Jakaż ona prawdziwa? To chora rzeczywistość ludzi, którzy syczą wzajemnie na siebie, którzy robią sobie świństwa, którzy sieją nienawiść. Wystarczyło oderwanie od serwisów informacyjnych i wszechobecnych polityków i dziennikarzy aby zobaczyć, że życie medialne to bagno. Schemat jest prosty. Żeby być politykiem trzeba pokazywać, że się walczy bo inaczej cię nie widać. Pajacyki zatem kreują problemy, wrzucają je nam i starają się udowodnić, że wszystko nas dzieli. My, pisze tu o wielu z nas, zaczynamy te problemy traktować na tyle poważnie, że wypełniają nam dużą część myśli. Oni się nami bawią a my jesteśmy naszczuci przeciw sobie. Zapominamy, co nas łączy i budujemy jakieś dziwne mury. Wystarczy czasem nie być z kimś a po prostu być neutralnym, żeby stać się jego wrogiem, którego będzie zwalczał. Nie, nie jego poglądy a człowieka. Boję się a może to złe słowo ale chyba ładniejszego nie mam, takich ludzi, którzy w imię ideologii zaczynają zwalczać innych. Każda ideologia może być doprowadzona do szaleństwa. Historia pokazuje tysiące przykładów, kiedy ideologia zabijała. Zabijała wszystko co nie wchodziło w jej chory kanon. Na początku każdej ideologii, no może prawie każdej, są dobre intencje. Potem zaczyna pączkować i przekształca się w ślepotę, która jest zła. Stara się zniszczyć wszystko, co stanie jej na drodze. Najwięcej nienawiści wylewa się na mnie od ludzi zapatrzonych w jakieś ideologie. Trudno mi się z tym żyje bo z natury jestem pełen nieufności i niechęci do wszelkich ideologii. Nie mam jednego autorytetu. Hm, chyba nawet wcale nie mam autorytetów. Autorytetem mogą być dla mnie poszczególne zachowania, przekonania, zasady, wartości, nie ludzie. Ludzie są bardzo ułomni. Każdy ma swoje piękne, jasne strony i te ciemne, czarne, mroczne. Może dlatego, że trochę wiem o naturze człowieka, wiem, że nie ma ideałów. Nie jesteśmy czystymi diamentami. Zauważam jednak u części ludzi potrzebę zawierzenia się takiemu ideałowi. Wtedy szkoda mi, że Bóg jest też taką instytucją, która podlega interpretacji człowieka a ta zawsze dodaje swoje ego i punkt widzenia. Chciałbym mieć taki nieskażony ideał na którym mogę się wzorować. Dlatego, że nie mam muszę sam, wewnętrznie dokonywać wszystkich ocen. Rzadko jednak daję się napuścić przeciw drugiemu człowiekowi, choć czasami się to udaje. Wolę jednak chyba swoją naiwną wizję, którą uważam sam za nieprawdziwą, że natura człowieka jest dobra. Łatwiej żyje mi się z takim założeniem. Gdybym nauczył się nieustannej podejrzliwości nie wytrzymałbym sam ze sobą. Celowo usuwam ją ze swojego ego i wolę być zaskoczony złem, niż mile rozczarowany dobrem. Wolę być zniesmaczony nieuczciwością, niż zaskoczony uczciwością. Są więc dwa światy. Ten z Łazienek królewskich i ten z telewizji informacyjnych. Trzymam sam za siebie kciuki, żebym ponownie nie wpadł w ten drugi, pełen złości i nienawiści. Trzymam też kciuki za wszystkich, którzy w pewnym momencie może ?zaskoczą? jak ja, że słuchanie podpowiedzi frustratów, ludzi mściwych, złośliwych, prowadzi absolutnie donikąd. To droga która wiedzie do piekła we własnej głowie. To piekło najgorsze z najgorszych. Smaży mózg i ciało. Napędem tego piekła jest strach. Strach zawsze niszczył. Strach kazał zabijać. Jest inny świat poza poddaniem się strachowi, pełen szumiącej wody, kołyszących się na wietrze traw i uśmiechniętych życzliwych ludzi, którzy w uśmiechu widzą radość a nie szyderstwo. Kto umie usłyszeć i zobaczyć ten świat nie musi nieustannie walczyć. Kto uznał, że życie to walka musi być nieustannie poobijany.

© 2017 Mirek Słowikowski

Theme by Anders NorenUp ↑