MonthLipiec 2013

Narodziny „Royal baby”

Lot w kosmos dzieje się na naszych oczach. Na TVN 24 jest co oglądać i to w wersji de’bilismus. Co tam trzęsienie ziemi w Chinach, co tam inne duperele. Na cały ekran rozpościera się napis ROYAL BABY. Słowo baby w języku polskim używa się w odniesieniu do kobiet przez męskich szowinistów. TVN uznał jednak, że będzie międzynarodowy i tresuje nas w języku wyspiarzy. To, że dziennikarze zapraszają polityków, wyłącznie po to, żeby zadać im pytania o bzdety, już wcale nie dziwi. Kogo obchodzą ważne sprawy kraju, skoro można mielić księdza Lemańskiego. Poziom dziennikarstwa jest tak niski, że sam czasami się wstydzę. Celnych pytań dotyczących OFE próżno szukać, wypowiedzi powyżej 15 sekund się przerywa bo widz jest debilem. Na temat rzezi w Wołyniu wiemy co o uchwale myśli nawet miś uszatek. Nikt nawet nie próbował wyjaśnić kontekstu stosunków polsko- ukraińskich. Nikt nie wspomniał skąd wzięła się  wściekłość Ukraińców. A może nikt ze światłych dziennikarzy nie wie, że na ziemiach wschodnich władze międzywojennej Rzeczypospolitej zniszczyły blisko 100 cerkwi, niektórych, pochodzących nawet z XVI wieku. Nie wiedzą, że rządy międzywojnia prowadziły walkę z prawosławiem. Może przy okazji ran, które ponosili Polacy warto wspominać o ranach, które zadawaliśmy my? Może warto wiedzieć dlaczego do 1938 roku byliśmy w stanie wojny z Litwą i dlaczego Litwini tak nas się boją?  A może najazd na Czechosłowację, ramie w ramie z Hitlerem też chcemy zapomnieć?

Czy nasi dziennikarze to tylko niebrzydkie pyszczki, które nic nie wiedzą o gospodarce, historii i muszą się skupiać na bołmotach wypowiadanych przez mało inteligentnych polityków, czy tez nas uważają za idiotów i są przekonani, że nie ogarniemy poważniejszych problemów?

Tak czy owak teraz czekamy na najbardziej interesującą nas wiadomość o jakiś babach , dokładnie mają być to royal baby.

Może czas powrócić?

Dostałem ostatnio kilka sygnałów, że leniuchuję i nie chce mi się niczego pisać na bloga. Były też tak miłe osoby, które skreśliły kilka zadań, dając mi wyraźny sygnał poprzez FB, że brakuje im moich wynurzeń:? Panie Mirku, dobrze się składa, że Pan dziś napisał, bo nosiłem się z zamiarem wysłania @ z pytaniem, jak Pan sobie radzi z lenistwem?  To co się dzieje na blogu można i nazwać kryzysem twórczym, ale swoich czytelników wystawił Pan już na wystarczającą próbę :)))?, to od pana Tomka. Potem spotkana dawna znajoma Basia, która, jak się okazało też wpadała na bloga. Myślę, że dostałem sygnały, które wystarczająco mnie zdopingują i odwrócą pewną niechęć wywołaną jakimiś dziwnymi opiniami, że blog szkodzi mojemu wizerunkowemu w pracy trenerskiej. Zastanawiając się nad tym wszystkim, zadałem sobie pytanie, czy mnie przeszkadzałoby to, że mój trener ma jakieś poglądy na procesy społeczne, polityczne czy gospodarcze? Mnie nie, odpowiedzą oponenci ale być może innym tak. Pół roku wystarczyło abym odpowiedział sobie na pytanie, czy wolę bezimienne i bez poglądowe maszyny, czy ludzi, którzy być może w emocjach powiedzą zdanie za dużo ale potrafią się za czymś wstawić i czemuś przeciwstawić.

No to na wstępniaka co u mnie słychać? Cóż ? życie słychać. Dość mozolne ostatnio bo ogromnie dużo czasu spędzam przy komputerze opracowując nowe projekty szkoleniowe i diagnostyczne. Tygodniowy urlop w maju nie zregenerował mnie wystarczająco a odnowienie choroby mamy i sceny z pogotowiem i szpitalem trochę przeciążyły. Kiedy słyszymy o chorobach, staramy się zaraz odwracać głowę. Nie chcemy o nich słuchać a niektórzy wręcz uwierzyli w pułapki, które funduje dość dziwny nurt new age, nlp, czy wielbiciele pozytywnego myślenia. Choroby jednak są i borykają się z nimi moi bliscy, przyjaciółka za oceanem i kolega w Warszawie zmagają się z nowotworem, wczoraj odwiedziła mnie bliska osoba z Alzheimerem a  moja mama ciągle jest słaba po zagrożeniu sepsą. Co robić? Wiele osób zupełnie tego nie wie. Czasami wystarczy wysłać sms?a, zadzwonić, skrobnąć maila. Czasami, jak mojego wczorajszego gościa, przytulić, chociaż wiem, że nie wie kim jestem i powiedzieć ?kocham cię?.

Kiedy wróciłem po sześciu godzinach z izby przyjęć, byłem nieprzytomny ze zmęczenia i stresu ale kiedy pojawiły się pierwsze oznaki zainteresowania ze strony moich bliskich i dalekich, poczułem, że nie jestem sam. To poczucie osoby doświadczającej trudnych sytuacji, że nie jest sama, że ktoś przez chwile o niej pomyślał, jest bezcenne.

Zatem ostatnie tygodnie mojego życia to gotowanie lekkostrawnych potraw, kompocików, pranie, sprzątanie, spotkania w sprawie pracy, czytanie książek biznesowych i komputer. No czasami jeszcze kanał comedy, w którym lecą niezmiennie moje ulubione sitcomy takie jak Hot in Cleavlend, czy niezatapialny Sex w wielkim mieście. Na ten moment wakacje się nie szykują, zatem pozostaje mi ogródek, o który w tym roku dbam nieco mniej ale kilka roślinek jednak pięknie kwitnie i sprawia, że spędzam wolne godziny ze swoimi małymi wakacjami.

 Na koniec pozdrawiam bardzo gorąco stałych czytelników mojego bloga i obiecuję, że postaram się poprawić  :).


© 2017 Mirek Słowikowski

Theme by Anders NorenUp ↑