MonthGrudzień 2013

Życzenia na 2014

Składamy sobie różne życzenia chyba trochę nazbyt często. Urodziny, imieniny, święta, nowy rok. Ja przyznam się, że nie przepadam za tymi życzeniami szczęścia, zdrowia, pomyślności itd. Moja siostra Basia znakomicie skomentowała moje życzenia imieninowe. „Tak, tak, życzymy sobie co chwilę a i tak gówno”. No niestety trochę tak jest. Moje życzenia dla siebie i najbliższych są prozaiczne. Bardzo chciałbym żeby wszyscy moi bliscy byli zdrowi. Tak się składa, że tych chorób jest za dużo. Nawet wigilia nie odbyła się bez operacji a święta bez smutnych wiadomości z Berlina. Chciałbym, żeby przyszły rok był mniej zapracowany niż ten, gdy nawet w wakacje siedziałem cały czas przy komputerze.

Niestety nie spełni się moje życzenie dla Polski i Polaków. Już to wiem. Tym życzeniem jest zmniejszenie poziomu lęku z którego rodzi się agresja. Ludzie boją się nieznanego lub znanego ale wypaczonego przez propagandę. Ludzie boją się swoich negatywnych emocji i często projektują je na otoczenie. Lęk powoduje, że boimy się dać ludziom więcej wolności. Lęk powoduje, że nie akceptujemy odmiennych poglądów, stylu życia, postaw społecznych, religii, wreszcie nauki. Lęk wspomagany propagandą jest szczególnie groźny. Gdy słucham wypowiedzi na temat gender, widzę sam lęk i taką dawkę półprawd, manipulacji, przekręcania faktów, że wcale nie dziwię się, że ludzie zaczynają się bać. Nie wierzę aby nieświadomie wprowadzano ludzi w błąd i robiono diabła z tej nauki społecznej. Podobny strach kazał kiedyś zabić uczoną Hepatię i zniszczyć zbiory Agory. Teraz bez zastanowienia atakuje się gender. Zamiast dyskusji jest niszczenie „wroga”.  Nawet papież Franciszek może nie poradzić sobie z tą sytuacją.

Świadomie wzbudza się także lęk przeciw Rosjanom. Nie mówię to o władzach państwowych ale o zwykłych ludziach. Kiedy od czasu do czasu jestem na wakacjach zagranicą, widzę nastawienie Polaków do Rosjan. Jest to nastawienie pełne wyższości, wręcz nienawiści. Ani razu nie spotkałem źle nastawionego do Polaków Rosjanina. Zawsze podchodzą, chcą pogadać, pośmiać się razem. Na każdym wyjeździe odbywam takie pogawędki. Zawsze jest bardzo sympatycznie. Polacy fukają na Rosjan. Jak ma być inaczej, skoro ludzie słyszą, że to „oni” zabili nam prezydenta.

Rosjanie nie są jedyni. Nie przepadamy za ludźmi innymi niż „biali”. Niby tego rasizmu oficjalnie nie popieramy ale jednak uważamy, że to coś niepokojącego jeśli czarnoskóry, azjata lub arab są wokół nas. Zamiast poznawać inne kultury i wiedzieć jakie konsekwencje przynosi przenikanie i łączenie się kultur, unikamy, podśmiewamy się. Często poniżamy. Ochrona cywilizacji europejskiej nie wyklucza przecież współistnienia i współpracy. Zamiast bać się warto pracować nad porozumieniem nawet, jeśli może być ono niełatwe.

Biomy się także innych stylów życia niż nasz. Zamiast dyskutować na przykład z feministkami, wolimy je zakwalifikować do babo-chłopów i bać się, że zniszczą coś. No właśnie co zniszczą, tego już nie wiemy. Nic nie zniszczy tradycyjnej rodziny oprócz strachu. Ja także uważam, że dziecko miałoby idealne warunki posiadając kochających matkę i ojca. Powiedzmy jednak szczerze, jaki procent z nas miało taką komfortową sytuację. Czy dwie matki nie są lepsze niż dom dziecka albo rodzina zastępcza. Nie sądzę. Dla dziecka najważniejsza jest miłość. Ludzie niepewni własnej seksualności panicznie boją się „ataku” ze strony „innych”. Czym jest bowiem palenie tęczy, która wcale nie miała propagować odmiennych orientacji a jednak taki wydźwięk jej nadano. Kto nadał? No niestety ludzie zalęknieni, że ich seksualność jest niepewna.

Koszmarne jest także nasze podejście do ludzi starszych i inwalidów. Jako państwo myślimy już o podjazdach i ułatwieniach, choć ciągle jest to bardziej powód do chwały niż naturalna reakcja. Skąd ten lęk przed starością. Niestety jest naszym naturalnym lękiem przed śmiercią. Nie oswajamy tego lęku i staramy się o nim nie myśleć. Epatujemy pięknem i młodością, wyśmiewamy brzydotę, otyłość i zaczynamy oglądać jakieś koszmarki w tylu „Warsaw shore”. Okazuje się, że pociągają nas piękni i głupi jak but.

Szczególnym bagnem są komentarze w necie. Staram się ich nie czytać ale czasami wpadnie coś w oko samo. Nie pozostaje nic innego aby zacytować Lema, który nie sądził, że jest tylu idiotów, zanim nie pojawił się net. Ten idiotyzm to także wynik lęku. Niestety jest zakaźny i zaraźliwy. Można się oczywiście od tego odciąć wyrzucając telewizor i nie zaglądając do netu. Wtedy jednak żyjemy w bańce nieświadomości i nie będziemy się umieli bronić, kiedy ta agresja i nienawiść nas samych dopadną.

No, trochę się rozpisałem. Pewnie nikt aż tak daleko nie doczytał, zatem dla tych wytrwałych życzenia. Aby ten nowy rok nie był pozbawiony lęku bo to także niedobre ale abyśmy ten lęk przekształcali w energię do lepszego poznania, zrozumienia, wyrozumiałości, tolerancji. No i Zdrowia dla Wszystkich WAS!

Święta, Święta, Święta …

We wtorek zakończyło się ostatnie szkolenie w tak zwanym sezonie. Przyznam, że od lipca zdecydowanie za dużo czasu spędzałem na pracy związanej z intelektem. Z wyjątkiem jednego tygodnia przerwy codziennie praca nad programami, ofertami, konspektami, nowymi szkoleniami i dużo samych szkoleń. Lubię to, co robię ale czasami potrzebna jest odskocznia. W związku z tym zabrałem się za porządki, mycie okien, czyszczenie, odkurzanie. Już dawno taka bezmyślna praca nie sprawiła mi tyle radości. Okna nie trzeba aktywizować, starać się przekonać, czegoś nauczyć, zainspirować do wyciągania wniosków. Okno sobie jest i nawet nie marudzi, kiedy się je myje. Co więcej, widać od razu efekt pracy :D.

Robiłem także rzeczy ekstremalne :). Mam kilka zupełnie nietradycyjnych tradycji. jedną z nich jest tarcie korzenia chrzanu na ćwikłę. Może nie być na świątecznym stole wielu potraw ale prawdziwa, domowa ćwikła być musi. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, że chrzan jest dzieckiem diabła. jego tarcie jest ponad moje siły. W związku z tym od kilku lat biorę go sposobem. Wyciągam z piwnicy sokowirówkę. Nie taką zwykłą, które teraz można kupić w sklepie. Taka dzisiejsza rozleciałaby się w drobiazgi. Używam sokowirówki produkcji radzieckiej. Tak, tak, radzieckiej. Ma chyba ze 30 lat i nie chce zardzewieć i się zepsuć. Co więcej, jest w stanie zetrzeć absolutnie wszystko. Podejrzewam, że z cegłą też by sobie poradziła :). Niestety gdy taki korzeń chrzanu trze się w 20 sekund, „wybucha” tak potężnym odorem, że może urwać głowę. W związku z tym stosuję specjalną procedurę. Najpierw otwieram drzwi i okna na przestrzał. Potem zakładam swoją maskę do snurkowania. To mnie ratuje, ale widok samego siebie w lustrze wywołuje wybuch śmiechu.

Co zatem będzie na święta? Wigilia u rodziny i ze znakomitą kuchnią cioci. Ja przygotowuję tylko dwa dania. Jedno typowe bo to śledź w oleju z natką pietruszki i cytryną. Drugie, mniej typowe, tiramisu. Jak dla mnie musi być tez karp w galarecie. Łosoś jest ok ale karp być musi :)

Przy tej okazji życzę Wam

Zdrowych, Spokojnych, Szczęśliwych Świąt !

Mirek

Beyonce „Beyonce” najnowsza płyta z zaskoczenia! ( aktualizacja)

Aktualizacja 17 12 2013 – NUMER 1 w 104 krajach :)

Budzę się a tu nowa płyta Beyonce. Artystce należącej do mojego top 5 ulubionych wykonawców udało się zachować tajemnicę do ostatniego dnia. Po nierównej i mało udanej płycie „4” i zarówno kliku przesłuchaniach nowej, śmiało mogę powiedzieć, że to znakomita płyta. Beyonce wraca do nurty R&B, w którym czyje się najlepiej. Rusza znakomitą balladą „Pretty Hurts” ze wzruszającym tekście, który porusza problem wychowywania dzieci w kulcie urody i nieosiągalnego piękna. Po niej przychodzi „Hauted”, kolejna piękna ballada nawiązująca także do dzieciństwa artystki. Znakomite bity i basowy charakter utworu zachwycają, choć nie jest to materiał na komercyjny przebój. Trzeci utwór „Drunk in Love” pewnie przewidziany na singlowy hit, przepełniony jest smaczkami muzycznymi i miłością. Kolejny numer to „Blow”, który wskazuje, że płyta będzie balladowa, zaskakuje nagłym wejściem dynamicznego i bardzo ascetycznego podkładu aby podkreślić świetne chórki, które uszlachetniają tą znakomitą piosenkę. Taką Beyonce uwielbiam. „No Angel” to pełna jazda po możliwościach wokalnych piosenkarki. Zastanawiam się czy nie ma tu odrobiny pastiszu Mariah Carey ale nawet jeśli tak, to tylko dodaje smaku piosence. Znakomity numer! „Partition” to połączenie rapu i hip-hopu i popu a nikt tego lepiej nie robi niż Mrs. Carter. „Jealous” nawiązuje na początku do „Who runs the Word” ale potem wchodzą znane z najlepszych czasów bębny i piosenka nabiera rumieńców tworząc materiał na hit. „Rocket” to typowe R&B, jeśli ktoś lubi stare brzmienia Destiny’s Child. Po rakiecie jest kolejna rakieta ale raczej średniego zasięgu „Mine”, dużo się dzieje ale jakoś nie zrywa ubrania. Wynagradza to „XO” czyli w języku netu buziak. Znakomita, pięknie zaaranżowana, ze znakomitymi chórkami, genialna w każdym calu. „Flawless” także nawiązuje do starego zespołu ale jest znacznie bardziej pokręcone niż dokonania zespołu. Nie każdemu się spodoba ale ja uwielbiam te wariacje. „Superpower”  to kolejna ballada, której słucha się znakomicie i w każdej sekundzie zaskakuje smaczkami i wokalem jednego z wielu gości zaproszonych na płytę. Być może należałoby się spodziewać więcej dynamicznych rytmów ale kolejna ballada „Haven” pokazuje, że nie trzeba tęsknić za rytmem gdy ma się taką ucztę dźwięków. „Blue” to oczywiście ballada dla córeczki wokalistki Blue Ivy i tą miłość słychać. Prosta matczyna miłość pięknie wyśpiewana, ot tyle i aż tyle. Po niej już tylko bonusy i szkoda, że bonusy bo „Ghost” to kolejna dziwna piosenka ale dziwna znakomicie. Dla kupujących wersję zwykłą płyty zła wiadomość bo „Grown woman” to jeden z najlepszych utworów na płycie, dynamiczny, przypominającym w klimacie Single Ladies. Podsumowując płyta znakomita i na pierwszy rzut oka nie oferująca wielkich hitów singlowych. Dla mnie to jednak nie ma żadnego znaczenia bo kiedy włączam, którąkolwiek stację grającą hity, mam wrażenie, że słucham jednego utworu w kilku remiksach. „Beyonce” to płyta do słuchania w długie zimowe wieczory, przy ściemnionym świetle, wysmakowana, świetnie wyprodukowana, zaśpiewana. Z pewnością najwyższa jakość muzyki w swojej kategorii.

Czy Putin jest gejem, czyli pomiędzy pruderią a włażeniem do łóżka?

To, że żyję w dziwnym społeczeństwie nie jest dla mnie specjalnie zaskakujące. Pomimo nieustannych wysiłków mózgowych, choć chyba nie jestem w tym specjalnie dobry, nie mogę zrozumieć kilku fenomenów.

Pierwszy z nich to pruderyjność i zarazem włażenie do łóżek obcym osobom. Być może za dużo naoglądałem się „seksu w wielkim mieście” i słowa wagina lub penis są dla mnie nazbyt pospolite. W moim „purytańskim” kraju jednak nie ma problemu z używaniem ich wulgarnych zamienników. Kiedy na jednym ze szkoleń wykorzystałem kilka bajek napisanych przez siebie, w których nie umieszczałem nazw części ciała ale wesołe odniesienia do erotyki, część z uczestników poczuła się urażona. Bardzo mnie to zdziwiło bo jestem przekonany, że wiele z tych osób opowiada sobie sprośne kawały o 90% ostrzejsze niż odniesienia do erotyki. Tematy seksualności jednak są objęte tematem tabu i niechętnie się o nich rozmawia. Większość moich krajan jest nimi solidnie zażenowana. Z drugiej strony interesowanie się tym, kto z kim sypia, jest zupełnie dopuszczalne. Portale donoszą, że prezydent Putin jest najprawdopodobniej gejem. Wywołuje to niezwykłe zainteresowanie zwłaszcza prawicowych portali. Ci sami ludzie, którzy uważają, że o seksie się nie mówi, wkraczają w życie erotyczne prezydenta innego kraju. Jakież to interesujące, że któraś aktorka okazała się być lesbijką a piosenkarz gejem. Nie da się wytłumaczyć tego inaczej, że kiedy własną seksualność stłumi się do granic wybuchu, nie pozostaje nic innego niż fascynacja czyjąś seksualnością. To ma być zdrowe?

Mnie też wiele osób zadaje pytania dotyczące mojego życia prywatnego. Rozbrajają  mnie wszelkie domysły i konstatacje wysnuwane z pozornie łączących się faktów. Zwykle mnie to bawi, choć zdarzają się sytuacje w pracy zawodowej, które mnie naprawdę wkurzyły. Nigdy nie wchodzę w takie dyskusje bo jestem w tym względnie fundamentalistą. Nie interesuje mnie kto z kim sypia, chyba, że wyrządza krzywdę. Dla mnie liczy się człowiek, a czy sypia z kobietą mężczyzną, wibratorem, dmuchaną lalką, to jego sprawa. Śmiało mówię o moim dzieciństwie, piszę o tym nawet w książce. Robię to dlatego, że każdy, kto przeżywał podobne dramaty, może znaleźć jakąś inspirację. Jeśli jest w czymś cel, to nie ma sprawy. Jeśli nie ma, moja i każdego prywatna sprawa.

W tym samym społeczeństwie w którym boimy się rozmów o narządach płciowych, jednocześnie chcemy się pławić narządami innych. To perwersja w czystej formie. Każdej purytance i purytaninowi zaleciłbym obejrzenie „seksu w wielkim mieście”. Jest tam tyle rozmów szokujących nawet mnie, że potem bez problemu mogę używać słów wagina i penis. Może to byłoby jakieś rozwiązanie…

Może gdybyśmy do spraw seksu podchodzili w miarę normalnie, to dzieci nie zachodziłyby w ciążę. Może byłoby mniej osób uzależnionych od zmiany partnerów i może Internet pozbawiony był aż takiej ilości seksu online i podobnych substytutów. Może wtedy łatwiej byłoby przekonać dzieciaki, że seks nie jest jedną z dziedzin sportu. Teraz żyjemy w dwóch światach. W tym oficjalnym, gdzie się czerwienimy bo ktoś coś powiedział i w tym nieoficjalnym, w którym kipi tłumiona seksualność i zalewa mózg. Wolałbym toczyć dyskusje o tym, czy Putin dobrze rządzi Rosją a nie czy podobają mu się kobiety, czy faceci. Ta  druga wersja ubliża nie tylko mojej inteligencji ale każdego zdrowego na umyśle człowieka.

© 2017 Mirek Słowikowski

Theme by Anders NorenUp ↑