MonthGrudzień 2017

Jeśli się nie śmiejesz, życie staje się trudniejsze.

Kilka lat temu doszedłem do największego odkrycia w swoim życiu. Samodoskonalenie, praca nad sobą, zmiany, to nic nie da, jeśli nie włączysz czegoś bardzo prostego, darmowego, dość łatwego. Usłyszałem od pewnej starszej pani takie zdanie: „Życie jest trudne. Jeśli się nie śmiejesz, jest trudniejsze” .

Każda okazja do śmiechu jest dobra. Nie zastanawiam się czy żart jest smaczny, niesmaczny, inteligentny, prostacki, byle był żartem z siebie samego, a zwłaszcza z „Zagadek” życia. My ludzie, nazbyt poważnie podchodzimy do wszystkiego, a najpoważniej do siebie, swojej roli  jako obywateli, matek, ojców, córek, dzieci. Kiedy my jesteśmy bardzo poważni to los się z nas śmieje. Gdy zaczynamy śmiać się z naszego losu, ten jakby łagodnieje.

Ludzie się strasznie dziwią, kiedy ktoś poważny bawi się samym sobą. Widzę to w mojej pracy. Wchodzi czterdzieści osób, z których 35 ma miny, jakby przyszli na pogrzeb, chcieli kogoś udusić, albo co najmniej mieli zaparcie. Ktoś kiedyś zapytał, czy my się wzorujemy na stand up’ie. Zdziwiłem się. Niepotrzebnie. Jesteśmy w większości poważni, jakby smutni, nadęci, naburmuszeni. Po co? I tak naszej pozycji, opinii o nas, pieniędzy, samochodów, domów, nigdzie nie zabierzemy odchodząc stąd. Śmiech to są takie małe wakacje, na które możemy pojechał w każdej chwili. Mnie w tej chwili wszystko boli i złości bo skończył się sezon szkoleniowy. Zapewniam nie ma nic lepszego niż pośmiać się z własnej złości i bólu, a przecież jeszcze jest tyle powodów, choćby politycy, którzy uważają, że ich „dzieła” przetrwają. Można się śmiać nawet bez „jedynek”, zapewniam. Jeśli jest Niebo, to musi być tam śmiesznie bo inaczej mnie nie zainteresuje.

Zanim się pozabijamy w Święta …

Polacy od dziesiątków lat nie byli na takim zakręcie, na jakim jesteśmy teraz. Społeczeństwo wydaje  się być tak bardzo podzielone, że coraz częściej dochodzi do aktów przemocy, nie tylko słownej. Jest to konflikt wartości, a jak przy tego typu konfliktach bywa, jest on nieomalże nierozwiązywalny.

Część społeczeństwa za główną wartość uznała godność codziennej egzystencji. Druga część, nienaruszalność zasad demokracji. Obydwie grupy mają swoje, bardzo dobrze umotywowane racje.

Ta pierwsza część koncentruje się na niepodważalnych faktach, które pokazują, że rozwój gospodarczy Polski po 1989 roku przebiegał w taki sposób, że z jego efektów nie skorzystała znaczna część społeczeństwa. Jest to skutek przyjęcia przez nasz kraj modelu gospodarki neo-liberalnej. Jego założeniem jest, że wzrost gospodarczy przyczynia się do bogacenia się obywateli. Niestety doświadczenia, choćby USA, pokazały, że wzrost gospodarczy, w tym systemie może (choć nie musi), skutkować wzrostem dobrobytu tylko części społeczeństwa. Mechanizm jest dość prosty bo pracodawcy, jeśli nie dotyka ich brak siły roboczej, nie mają  skłonności do podnoszenia wynagrodzeń. Taka właśnie sytuacja zdarzyła się w Polsce. Ubóstwo dotknęło znaczną część społeczeństwa. Wyrosło nam całe pokolenie, które nie było stać na jakiekolwiek wakacje, a co gorsze nawet na wizytę u stomatologa. Poziom płac wystarczał na zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb, a często nie wystarczał. Także wykształcenie, zwłaszcza wyższe stało się dobrem luksusowym.  Nie jest prawdą, to co powtarza druga grupa, o której za chwilę, że „tym” ludziom nie chciało się pracować. Bardzo często tej pracy w okolicy nie było, a dojazd pochłaniał 1/3 wynagrodzenia. Nie bez znaczenia jest fakt, że pracodawcy zaczęli  traktować zatrudnionych, jak współczesnych niewolników, nieposiadających jakichkolwiek praw pracowniczych.

Teraz odrobinę o tej drugiej części społeczeństwa, dla której reguły państwa demokratycznego są dobrem nadrzędnym.  Tak, to  dobro prawdziwe i bardzo ważne dla większości z nas, ale nie dla wszystkich. Ta grupa ludzi jest niezmiernie zdziwiona, że jej pragnienia i potrzeby nie znajdują szerokiego zrozumienia. Najprostsze narzędzie, które tłumaczy to zjawisko, to piramida potrzeb Maslova. U jej podstawy leżą potrzeby podstawowe, takie jak schronienie, pokarm, zdrowie. Kiedy duże grupy ludzi nie zaspokajają tych podstawowych potrzeb, wartości wyznawane przez drugą grupę są dla nich znacznie mniej istotne, jeśli nie nieistotne. Prościej ujmując, jeśli boli cię ząb – jedynka i musisz ją wyrwać bo 50 zł jesteś w stanie pożyczyć, 500 na jego leczenie, nie masz od kogo, lub musisz zadłużyć się w firmie pożyczkowej, to demokracja zupełnie cię przestaje interesować. Grupa obrońców demokracji nie zna tych problemów. Nie wie, co przechodzą rodzice ośmiolatka, którzy ciężko pracując zarabiają razem 1800 zł, z których 800 wydają na prąd i ogrzewanie, a czasem kolejne 400 na mieszkanie, muszą ośmiolatka pozbawić jedynki na całe życie.

Co zrobić, żeby te dwie grupy przestały się nienawidzić? Przede wszystkim warto otworzyć oczy. To jest trudne bo żyjemy w enklawach nie mając ze sobą kontaktu. Nawet w mediach społecznościowych tworzymy enklawy. Nasi znajomi są z reguły z naszego „plemienia” i w tych grupach utwierdzamy się w swoich subiektywnie, jedynie słusznych przekonaniach. Przychodzą jednak Święta i często opuszczamy nasze bezpieczne enklawy. Do stołu, być może, usiądą dwa plemiona.

Mała podpowiedź, metoda, której uczymy ludzi na szkoleniach. Może zamiast powiedzieć – jesteś głupi, nie masz racji; jesteś za tymi łobuzami, etc. , powiedzmy: szanuję twoje zdalnie, lecz nie z nim nie zgadzam. Może lepiej przed opinią dodawać- moim zdaniem, a potem argumenty bez obrażania, wyzwisk, segregowania. Wiem, to nie jest łatwe. W mojej rodzinie są podobne podziały. Ustaliliśmy, że nie poruszamy kwestii politycznych. To bardzo ważne, bo przecież, nawet racjonalnie myśląc, dla mnie także ważniejsze jest zdrowie mojej ciotki, kuzyna, brata, siostry, niż to „po czyjej stronie jest”. Jeśli już musimy, a część z nas tak ma, to starajmy się okazywać szacunek dla odmiennych poglądów, nawet, jeśli diametralnie się z nimi nie zgadzamy.

Na znacznie wyższym poziomie należy się zastanowić, jak zrealizować potrzeby tych dwóch grup. Może należy opuścić, choć na chwilę, swoje enklawy i przestać sortować ludzi. Moim zdaniem, przy tak podzielonym społeczeństwie, ciąży na nas wszystkich ogromny obowiązek nieeskalowania nienawiści i szukania tych drobiazgów, tych symbolicznych możliwości leczenia „jedynki” przy jednoczesnej obronie wartości trójpodziału władzy i podstaw demokracji. Jeżeli jedna grupa nie pomoże drugiej, a na początek, nie postara się jej zrozumieć, to utrwalimy enklawy. Pojawi się u nas coś na kształt segregacji rasowej, jeśli już się nie pojawiła. Czy nie przypomina wam to sytuacji w której biały uważa czarnego, czy żółtego, za kogoś gorszego? Tu zaraz pojawi się argument – to oni zaczęli. Czy ten argument ma jakiekolwiek znaczenie… Moim zdaniem – NIE. Nie jesteśmy w przedszkolu, kiedy krzyczeliśmy – on mnie uderzył w szczepionkę. Zacznijmy od siebie. Zmiana zawsze zaczyna się od nas samych.

Spokojnych Świąt

Mirek Słowikowski

© 2018 Mirek Słowikowski

Theme by Anders NorenUp ↑