Wielu moich przyjaciół i znajomych, coraz częściej wspomina o złożeniu aktu apostazji, czyli wystąpienia z kościoła. Toczy się także ożywiona dyskusja dotycząca pierwszej komunii i pierwszej spowiedzi. Pamiętam swoją pierwszą spowiedź, jak przez mgłę. Moja matka przypomniała mi, że trzęsły mi się ręce. Jako dziecko często się bałem i pewne dlatego nie zapamiętałem tego faktu. Bałem się, że przyjdzie ojciec i zrobi nam krzywdę, bałem się nocy bo walił do okien, bałem się śmierci bo babcia była nieustannie chora. Strach był moim bratem bliźniakiem tyle, że przestraszonym. Teraz boje się niewielu rzeczy. Dlaczego bałem się spowiedzi? No bo strasznie grzeszyłem. Byłem o tym przekonany bo dowiadywałem się  na lekcjach religii. Powiedziałem brzydkie słowo, nie poszedłem do kościoła, nie zmówiłem pacierza, walnąłem Beatkę M.  Waldka P. Koszmarny dzieciak. To poczucie życia w grzechu trwało jeszcze wiele lat. Bóg stał się dla mnie straszakiem. Co prawda może ktoś, kiedyś powiedział, że Bóg jest miłością ale jakoś lęk ciągle przeważał. Kiedy pracuję z ludźmi, czasami zastanawiam się czy strach przed grzechem nie pozostał u nich na zawsze. Co jeszcze bardziej dziwne, w pewnym momencie zacząłem zauważać, że Ci, których uważałem za innowierców, czyli obcych i zagrażających mi jako młodemu człowiekowi, także wierzą w Boga i na dodatek tego samego. Żydzi nazywają Go Jahwe, muzułmanie Allach ale jest to dokładnie ten sam Bóg. Oni także uważali mnie za obcego bo byłem ochrzczony. Zarówno Oni jak  i ja uważaliśmy się za lepszych od siebie bo to my mamy tego prawdziwego Boga.

Teraz w Polsce coraz więcej ludzi zauważa, że zostali oszukani. Naturalnym odruchem jest więc złożenie aktu apostazji. To trochę tak, jakby Żyd kazał doszyć sobie napletek, który obcięto mu, kiedy był niemowlakiem. Co chcę zamanifestować przyszli apostaci? Może to, że mają prawo do wyboru, które odebrano im, gdy byli dziećmi. No tak, ale kiedy jesteśmy dziećmi nie możemy decydować sami. Musimy przyjąć wartości naszych rodziców. Oni jednak robili wszystko w dobrej wierze. Czy taka manifestacja ma sens? Nie wiem. Czasem to rozumiem, czasem nie.

Ja jestem jednak pozytywistą i wolę wpływać na to, co dzieje się teraz. Nie przepadam za nieustanną analizą przeszłości. Gdyby wszyscy przekierowali antyklerykalizm na spokojne, pokojowe dyskusje,  na temat kiedy dzieciom wyrządza się krzywdę zapewne zdarzyło by się więcej dobrego. Wychowanie dzieciaków w przekonaniu, że nieustannie grzeszą jest dla mnie zbrodnią. Wmawianie, że przychodzimy na świat grzeszni, jest dla mnie zbrodnią przeciw ludzkości. Terapeuta lub coach doskonale wiedzą ilu ludzi ma problem ze swoją osobowością, seksualnością, przynależnością. To nam mówią o tym ludzie. Ich bliscy, przyjaciele, koleżanki i koledzy nic o tym nie wiedzą. Ilość kobiet i mężczyzn, którzy żyją w związkach, niezgodnie ze swoja seksualnością jest porażająca. Ktoś powie, że tak nie jest bo do nas przychodzą tylko ludzie z problemami. No cóż, można wszystko sobie wytłumaczyć. Często przychodzą do nas z innymi problemami, które występują jako zastępcze. Po tak wielu latach pracy z ludźmi widzimy jednak więcej niż inni. Dlaczego? Bo przyglądamy się człowiekowi jako całości, jako bogatej strukturze.

Apostazja wydaje się zatem ucieczką od pewnej struktury przekonań narzuconych nam trochę na siłę. Czy jednak przy okazji nie manifestujemy tego, co możemy zamanifestować będąc niezależnie myślącymi i czującymi jednostkami. Do tego wszystkiego wkrada się  błąd ?pre-trans?. Odrzucając duchowość pre-racjonalną, mityczną, ze wszystkimi biegami po wodzie, zmienianiem wody w wino, niepokalanym poczęciem i innymi przypowieściami, odrzucamy także pewien rodzaj duchowości trans- racjonalnej. Ta druga nie związana jest z żadną religią ale może się w nią wpisywać.

Czy przypadkiem nie jest tak, że ludzie zamknięci w klatkach Faradaya ( nie przepuszczają fal elektrycznych) powiązani są jedną, boską świadomością w której pływają niczym w oceanie, doświadczają Boga przekazując sobie informacje i emocje? Czy doświadczenia mistyczne, których nieomalże każdy z nas doświadczył interpretując je jako ?dziwactwo? nie są tym, co rzeczywiście JEST. Każdemu z nas, przynajmniej raz w życiu, intuicja coś bardzo wyraźnie pokazywała. A może właśnie ta intuicja jest głosem Boga, któremu nadano nazwę, włożono w jego usta różne dziwne słowa, nakazy i zakazy, które rzekomo nam podarował? Sam nie wiem. Może mnie się tylko wydaje, ale nie jestem w stanie z pewnością powiedzieć, że wszystko do tej pory mi się wydawało.

Czy składając akt apostazji wyrzekamy się tego Boga? Nie. Mnie wydaje się, że akt apostazji nie ma  żadnego wpływu na nasze życie. Ja nie doszywałbym sobie napletka, ani nie składałbym aktu apostazji. Nie muszę absolutnie nic sobie udowadniać, zwłaszcza braku przynależności do jakiejkolwiek instytucji. Może to taki etap rozwoju, kiedy już zupełnie nic nie muszę udowadniać. Sobie, innym, światu. Pozbyłem się ambicji udowadniania bo kiedyś zauważyłem, że tego typu ambicja jest ?ciałem obcym?, które ktoś mi na siłę wszczepił. Nie mam także potrzeby przynależności. Jestem człowiekiem, a może nawet świadomością człowieka, a nie samym mięskiem. Nie jest dla mnie zatem ważne, czy jesteś lub ja jestem katolikiem, muzułmaninem, białym, czarnym, żółtym, Polakiem, Żydem, heteroseksualnym, homoseksualnym, kibicem legii, kibicem pogoni. Jest dla mnie ważne jakim jesteś i jakim ja jestem człowiekiem. Czy krzywdzisz (krzywdzę) innych, czy  niepotrzebnie narażasz inne istoty na cierpienie, czy niszczysz swoją ziemię, czy kieruje Tobą i Mną prawdziwa etyka pozbawiona dogmatów i naklejek. Te wszystkie doświadczenie trans- racjonalne, które miewamy, mogą być metkowane, posiadać karteczki z nazwami. Miejmy jednak świadomość, ze wszystkie te karteczki nakleili ludzie, tak samo zagubieni w tych tematach jak my ale za wszelką cenę nie chcący się przyznać do tego zagubienia. Oni musieli sobie jakoś wytłumaczyć i nazwać. Ja nie muszę i tego samego WAM życzę!