STRONA GŁÓWNA     BIOGRAFIA     PUBLIKACJE     PRYWATNIE     BLOG     SZKOLENIA     WARSZTATY     KONTAKT    

Moje sumienie lepsze od twojego sumienia i ich sumienia…

 

Smutne jest to, że tak często próbujemy narzucać innym ludziom to, co jest zgodne z sumieniem. Każda religia ma bardzo różne pojęcia dobra i zła. Etyka jeszcze inne. Lekarz przepisuje tabletki ale to aptekarz ma decydować czy pacjent je kupi bo jego sumienie jest lepsze niż sumienie pacjenta. Etyka ma większe problemy niż religia bo próbuje znaleźć jakieś rozwiązania. Czy zapłodniona komórka jajowa, którą usuwa organizm jest już życiem, które należy chronić? Jeśli tak, to jak? Która komórka jest lepsza? Potwornie trudne problemy, którym musi stawić czoła etyka. Wielu z nas uważa, że może decydować za innych, co jest moralne, dobre, zgodne z wolą Boga. Ja także uważam, że etyka musi wytyczać granice, ale nie może robić tego dowolna interpretacja naszej wiary. Ta, dotyczy naszego sumienia. Nie próbujmy zmuszać ludzi do wyznawania naszych wartości bo nie mamy do tego żadnego prawa. Nie pozwólmy by dzieliły nas nasze sumienia. One są bardzo intymną wewnętrzną sprawa każdego człowieka. Gdyby u kogoś zanikły podstawowe granice, od tego jest prawo, które musi być stanowione w myśl ogólnych zasad etycznych.

„Wiele czynników, które nas faktycznie dzielą jest znacznie bardziej powierzchownych niż te, które nas łączą. Pomimo wszystkiego, co nas odróżnia  – rasa, język, religia, płeć, bogactwo etc. – jesteśmy równi wobec fundamentów człowieczeństwa.” (J.Ś.Dalai Lama XIV) tłum: M.S.

Polubić strach.

Kilkanaście dni temu odbyłem ciekawą rozmowę z moją bliską rodzinką. Zaczęło na temat facebooka, namierzania telefonów komórkowych, rejestracji sms’ów, przechowywania i zbierania danych. Skończyło na zobaczeniu niebezpiecznego świata inwigilacji, zagrożeń czyhających ze wsząd i krótko mówiąc strachu. Nie od dziś wiem, że strach nie przyniósł mi w życiu nic dobrego i za każdym razem, kiedy czegoś  się bałem, trudne doświadczenia wyskakiwały z zupełnie innej strony.

Żyjemy w erze takiego postępu technicznego, że tak naprawdę nie wiemy co nam zaszkodzi a co uratuje. Dotyczy to wszytkich dziedzin życia. Widzę jak ludzie z mojego pokolenia a i może dwóch pokoleń młodszych zaczynają stronić od nowinek technicznych. Zaczynają coraz bardziej się bać facebooków, tweet’erów, plików mp4, mp4, rmbv, pendrive’ów, tabletów i wszystkiego tego, co mnie jest bardzo przydatne. Nie wyobrażam sobie przenoszenia choćby piosenek czy filmów przy pomocy płytek CD, kiedy mogę wszystko wrzucić na pendrive i zabrać do samochodu, wsadzić do telewizora, komputera. Gdybym nie wiedział jak to zrobić świat zacząłby stawać się coraz bardziej obcy.

Tak, wiem, że jestem śledzony przez kamery monitoringu, że obcy ludzie mogą czytać moją korespondencję, śledzić moje sms’y, sprawdzać nawet, jakie leki przyjmuję. Nie podoba mi się to. Nie mam jednak zamiaru zacząć się tego bać. Strach to największa zaraza. Z niego rodzi się wrogość, agresja. Ludzie ze strachu zabijali. Najwięksi lękowcy w historii, tacy jak Stalin i Hitler byli równocześnie największymi zbrodniarzami. Ciągle słyszę – a ty się nie boisz? Boję się. Boję się różnych rzeczy ale nauczyłem się robić wiele pomimo strachu. On sobie jest, był i będzie ale nie mam zamiaru pozwolić mu kierować moim życiem. Wszyscy, którzy pozwolili na to stali się zgorzkniali, agresywni, okropni. Strach to lokator naszego umysłu. Potrafi budować niezwykle realne scenariusze. Kiedy z nim walczyłem, ciągle mnie gonił. Teraz pozwalam mu być i często do mnie przemawia. Wpuszczam to jednym uchem a drugim wypuszczam. Czasem próbuje nawet zacisnąć mi żołądek. Wtedy biorę no-spę :-) .

Codziennie spotykam ludzi, których strach oddzielił od wszystkiego, co nowe, nieznane. Mówią, że te wszystkie nowości zatruwają głowę, że facebook zastępuje prawdziwe relacje. Może i komuś zastępuje, mnie nie. To, że mogę przeczytać w ciągu pięciu minut co porabiał mój kolega lub kumpela z Krosna, Antwerpii, Poznania, Brisbane, Dubaju, czy innego zakątka świata, jest dla mnie fajne. Pal licho, jeśli ktoś nie da mi pracy bo nie lubię tego, czy innego polityka. Życie trwa chwilę i nie ma sensu oddawać go we władanie bogowi strachu. A może powinien chociaż pozostać strach przed Bogiem? No cóż, jeśli ktoś chce wierzyć, że istnieje taki Bóg, który tylko czeka na nasze potknięcia i będzie nas za nie srogo karał, to zapewne on sam (Bóg) będzie smażył się w piekle. Mam zamiar zatem się bać i nie zwracać na ten strach żadnej uwagi. W końcu jak twierdzą neurolodzy strach musimy odczuwać jeśli nasz mózg pracuje prawidłowo. Może trzeba zatem polubić strach…

Urzędnik Państwowy – stereotypowy chłopiec do bicia?

Tak się jakoś składa, że prowadzimy szkolenia dla bardzo wielu urzędów państwowych. Przyznam, że praca ta bardzo zmieniła moje podejście do ludzi pracujących w tak zwanej budżetówce. W naszym kraju panuje cięgle jeszcze przekonanie, podsycane przez media, że jest to grupa darmozjadów żyjących z naszych pieniędzy. Im dłużej spotykam się z tymi ludźmi, tym jestem coraz bardziej przekonany, że takie opinie są nie dość, że krzywdzące i obraźliwe, to nie maja nic wspólnego z rzeczywistością. Polska rozwija się bardzo szybko. Trzeba mieć wyjątkowo dużo złej woli, żeby tego nie zauważać. Te ogromne europejskie pieniądze są pozyskiwane, przetwarzane, wydawane i rozliczane właśnie przez urzędy państwowe. Pracują tam w ogromnej części ludzie posiadający bardzo dużą wiedzę i kompetencje, a jednocześnie zarabiający stosunkowo mało. To już dawno nie są czasy, kiedy urzędnik państwowy popijał kawę i nic nie robił. Setki projektów, masa inwencji i naprawdę ciężka praca. Wpadki- owszem są ale wpadek nie ma tylko tam, gdzie się nic nie robi. Wiele rzeczy dzieje się po raz pierwszy i ci nienajlepiej opłacani ludzie muszą z nim się zmagać. Za to zmaganie otrzymują jeszcze dość paskudny prezent od społeczeństwa- złą opinię. Jakiś czas temu opowiedziano mi, jak ktoś z ośrodka zrobił zdjęcia podczas jednego z ćwiczeń na szkoleniu a tabloid napisał „ tak bawią się urzędnicy państwowi za nasze pieniądze” . Pomyślałem sobie, że podczas ostatniego szkolenia dla Ministerstwa Środowiska tez można było takie zdjęcie zrobić. Nikt nie musi wiedzieć, że ludzie musieli szkolić się także w sobotę, ale mógł zauważyć ja pompowali balony do jednego z ćwiczeń. Tak, na każdym szkoleniu są takie ćwiczenia, które muszą przez kilkanaście minut przełączyć uwagę grupy aby po kilku godzinach twardej pracy nie zatarły się mózgi. Warto wtedy zrobić foto i napluć, że bawią się za państwowe pieniądze. Oj wstyd mi za takich pismaczków i za nas samych. W swoim urzędzie w Rembertowie załatwiam wiele spraw. Nigdy nie spotkałem się z sytuacją, w której ktoś był dla mnie niemiły, nieprofesjonalny, złośliwy. Wręcz przeciwnie często byłem zaskoczony uprzejmością wykraczająca poza wymagane ramy. Może zatem warto napiętnować złe zachowania bardzo wąskiej grupki urzędników ale w tym zauważyć jak wiele się zmieniło i nie krzywdzić stereotypami. Podczas szkolenia dla pracowników Kancelarii Premiera, wszyscy dzielnie i pokornie wytrzymywali bębnienie i gwizdy z ulicy. Pytam dlaczego. Dlaczego można zatruwać tym ludziom życie podczas ich pracy. Dlaczego demokracja musi oznaczać brak szacunku dla czyjegoś wysiłku. Sam mieszkam w mieście nawiedzanym przez nieustające demonstracje. Walczyliśmy o taka wolność- odpowiemy. A moja wolność, sterczącego po pracy przez 4 godziny w autobusie bo zatrzymano ruch, tu się już nie liczy? Czy to takie trudne wprowadzić pewne zasady wspólnej przestrzeni wolności? Na przykład- bębnijcie 10 minut na godzinę, przechodźcie przez miasto poza godzinami szczytu. Trudno nazwać demokracją to, co w tej chwili robimy sobie nawzajem. Dlaczego prawo do zgromadzeń jest ważniejsze niż prawo do godnego powrotu do domu po pracy?

Zaproszenie na spotkania indywidualne.

Minęły trzy lata od kiedy zarówno ja jak i Tomek Curlej zawiesiliśmy pracę w cztery oczy z „klientem”. Powodów było kilka. Ten główny to podpisane, wieloletnie kontrakty szkoleniowe, które powodowały, że trudno było nam wygospodarować czas na pracę, którą lubimy i przynosi nam dużą satysfakcję. Od czerwca planujemy wznowienie tej działalności.
Jaką pracę mogę Państwu zaproponować podczas spotkań indywidualnych? Ile one będą trwały i jak często się odbywały?
Zwykle są to dwugodzinne spotkania raz w tygodniu, które poprzedzone są godzinnym spotkaniem na gruncie neutralnym aby dowiedzieć się jakie są oczekiwania klienta i czy moja wiedza i doświadczenie mogą im sprostać. Spotkania mogą odbywać się także w soboty i niedziele oraz wieczorami.
Co możemy wspólnie zrobić?
1. Popracować nad rozwojem osobowości i ukrytego potencjału rozwojowego zarówno w kwestiach prywatnych jak i zawodowych.
2. Wspólnie rozwiązywać problemy relacji z ludźmi i budować je na zdrowych podstawach.
3. Pracować z poczuciem obniżonej wartości, spadkami nastroju, silnymi emocjami, poczuciem pustki, wypalenia.
4. Wspólnie odkrywać potencjał i kreować pozytywne zmiany w życiu, uczyć się mierzenia z trudami życia.
5. Dla pasjonatów enneagramu proponuję indywidualną pracę z ta typologią.
6. Pracować z innymi problemami nakreślonymi przez klienta.
Nie podejmuję się natomiast pracy z osobami cierpiącymi na silne depresje, silne nerwice, i wszystkie zaburzenia natury psychicznej, które podlegają leczeniu psychiatrycznemu i typowej opiece psychoterapeutycznej z nim połączonej. Nie podejmuję się także pracy z dziećmi i osobami niepełnoletnimi.
Ceny zajęć ustalane są za każdym razem indywidualnie i zależne od różnych czynników ( miejsce, czas, intensywność) W porównaniu z cenami rynkowymi nie będą jednak z pewnością wygórowane.
Zgłoszenia do pracy przyjmuję już od teraz. Preferowana jest droga e-mail, w którym proszę o ogólne nakreślenie z jakimi wyzwaniami chcecie Państwo pracować.

Mam także prośbę do osób, które zdecydują się napisać aby wcześnie zapoznały się z moim dorobkiem. Cel mojej prośby jest dość oczywisty. Należy poznać osobę, z którą chce się pracować. Być może wystarczy poszperanie w internecie, przeczytanie wywiadów, posłuchanie audycji z moim udziałem, obejrzenie filmów na youtube, a może warto przejrzeć choćby fragment którejś książki mojego autorstwa lub współautorstwa.

Zapraszam,

Mirek

Biegunka powoduje alergię na radość

Wielka majówka powoli się kończy i przyznam, że bardzo się z tego cieszę. Był to jeden z najboleśniejszych fizycznie tygodni od wielu lat. Jestem potwornie zmęczony, wyczerpany fizycznie i psychicznie. Zapalenie okostnej i węzłów chłonnych spowodowane brakiem profesjonalizmu przemiłej pani stomatolog dało w kość. Dobrze, że w porę zadziałali znakomicie lekarze z Medicoveru bo podobno sporo mi groziło. Kiedy opowiadałem, wybałuszali oczy. W samej przychodni nawet było zabawnie. Ilość środka przeciwbólowego tak uroczo działała, że nie wcelowałem w fotel i wpadłem pod stół. Podobno miałem minę typu „WTF”. Następnie trzasnąłem się w oparcie kolejnego. Oczywiście w takich sytuacjach dopada mnie głupawka, którą spotęgowały: obecność Curleja, który mnie przywiózł i trzech niewinnych pań. Pierwsza z bólem, rubensowska czterdziestka piątka w odkrywającej fałdki sukience w maki. Skojarzenie z „makową panienką” wywołało jakieś zatarcie opon mózgowych i atak nieopanowanego śmiechu w okolicach nieco-sopranu. Kiedy już odpaliłem Curleja, poszło jak z płatka. Duża blondyna w bawełnianej sukience z malutką mulatką jakieś lat 4. Wtedy TC rzucił hasło „United Colors of Benetton” i poszło dalej.

Pomimo fachowej pomocy i być może uratowania przed …. Od tygodnia biorę Dalacin C, a od wczoraj nie biorę Ketonalu forte. Każdy kto brał ten antybiotyk wie, że bez pampersa trudno wyjść po nim z  domu. Plus jest taki, że już jem stałe pokarmy , nie grubsze niż 1 cm. Bardziej kłapacz jeszcze się nie rozwiera. Czekam na większe rozwarcie :-) . Dodatkiem jest koszmarne osłabienie. Pomimo tego dzielnie walczę, trochę w domu, trochę w ogrodzie.

Walczę także z obrzydzeniem do mojej bezsilności. Jeżeli mogłem do tej pory mieć wątpliwości czy jestem ósemką, to teraz nie mam. Bezsilność wywołuje we mnie agresję. To pewnie znakomita lekcja ale na razie jestem mało pojętym uczniem bycia w bezsilności.

Najnowszym pomysłem jaki mam jest próba obrażenia tak zwanych nauczycieli radości. To autorzy książek motywacyjnych z kraju i ze świata, nawiedzeni instruktorzy NLP, trenerzy z mordami pełnymi licówek ze sztucznym uśmiechem, nigdy nie dający się wyprowadzić z równowagi. Oj znam dobrze parę takich „niosek” szczęścia, poznałem osobiście. Piszą książki o radości życia, robią warsztaty na których zarabiają majątek, walą wpisy na FB o tym jak cudownie jest dreptać po trawce o poranku. W rozmowach prywatnych mówią o swoich klientach- te naiwne debilki, rozbijają się w wypadkach samochodowych, których nie było, żeby przyjść do ludzi i pokazać jak pozytywne myślenie wyprostowało im kręgosłup. Pokazują jak nauczyć się angielskiego w dwa dni, chociaż im zajęło to 5 lat. Mam alergię na tego typu radość. Na epatowanie naiwnych ludzi kretynizmami. Dzisiaj obejrzałem promocję nowej metody odchudzania ( nie wymienię nazwy). Jezu  jakie to radosne i proste. Wszystko w tym świecie popaprańców jest proste. Wystarczy tylko zmienić myśl. Przekonanie o złożoności świata – to bzdura. Zwizualizuj zgrabny tyłek i już ci się zmniejsza. Nic nie musisz robić. Radość jakaś w tym jest. Przecież najwięcej zarabiają cudotwórcy i wróżki. A jak cud się nie uda, to też pięknie bo z pewnością uda się następny. Alergia na hipokrytów, oszustów, naciągaczy niosących radość jest coraz większa wraz z wiekiem. Tego typu optymistom żyje się łatwiej bo mają całą kupę energii, głównie finansowej, od naiwnych ludzi, którzy  mocno uwierzyli, że nauczą się chodzić po wodzie, jeśli tylko będą mocno chcieli, wyznaczą cele i będą wizualizowali, wizualizowali, wizualizowali…

Enneagram test- głupia zabawa czy niebezpieczne oszustwo?

Zauważyłem, że pojawia się coraz więcej testów opartych o enneagram. Nazywają się różnie, czasem mądrzej, czasem tylko ładnie marketingowo. Zupełnie nie przeszkadza mi, że większość z nich jest opartych o testy zawarte w naszych książkach bo pisaliśmy je po to aby przynosiły pożytek ludziom chcącym się przyglądać własnemu ego.

Niestety większość tych testów robi naprawdę wiele złego i może być groźna dla rozwoju człowieka. Dlaczego? Otóż wszyscy uczciwi autorzy opracowań enneagramu zamieszczają test jako jeden z elementów samo eksploracji. W naszych książkach testy to 1/3 a na szkoleniach 1/4 badania predyspozycji osobowościowych. Tymczasem testy dają jednoznaczny wynik. Jesteś „jedynką”, albo jesteś „jedynką” w „czwórce” ze skrzydłem w „dziewiątce”. Wynik sugeruje nam, że mamy sztywne i niezmienne predyspozycje, co jest niedopuszczalnym uproszczeniem i manipulacją. Jeszcze gorzej gdy wypełniający test zastosuje wobec siebie wskazówki rozwojowe. Wtedy może zrobić sobie krzywdę.

Podaję przykład. Wypełnia test osoba która przez większość życia była pracowita, perfekcjonistyczna, nadodpowiedzialna, samokrytyczna ( większość cech „jedynki”). Była, bo w tej chwili jest tym zmęczona, marzy o lepszym świecie, jest wycofana, uciekła od szablonów w ekscentryzm ( cech czwórki). Z testu wychodzi, że jest „czwórką” bo wszystko się zgadza. Test jednak nie wie, że jest to „jedynka” w kryzysie bo niby skąd ma wiedzieć. Ta „niby- czwórka” szuka zatem wskazań rozwojowych i dowiaduje się, że powinna bardziej koncentrować się na innych i wziąć się do roboty. Dla „czwórki” te przykazania są celne. Dla „jedynki” niszczące bo wpychają ją w jeszcze większy kryzys.

Nagle znakomita typologia, strywializowana, staje się narzędziem popełnienia sepuku. Właśnie z takich powodów dawno temu Enneagram mógł być nauczany jedynie przez mistrzów i stanowił wiedze tajemną Sufich. Zrobienie samego testu nie daje absolutnie nic i może solidnie wprowadzić nas w błąd. Jeżeli kogoś interesuje samodzielna praca powinien przynajmniej sięgnąć po dobre książki np: Helen Palmer. Hurley&Donson, Rohra, czy choćby nasze 9 milowych. Ja i Tomasz, choć znamy typologie na wylot i przy wyznaczaniu typów stosujemy dodatkowe pomoce, choćby budowę ciała, kanały przekazu, etc., wyznaczenie typu czasami zajmuje nam cały dzień a niekiedy dwa dni. Głupiutkiemu testowi, zajmuje to 15 minut. To nie jest fast-food moi drodzy a robi znacznie więcej krzywdy niż fast-food. Nie dajcie się naciągać! jeśli chcecie liznąć tej wiedzy to zróbcie test na enneagram.com.pl ale koniecznie przeczytajcie opisy i kierunki rozwoju. To wszytko musi wam się złożyć w całość. Jesli sie nie składa… Musicie dowiedzieć się więcej z książek.

Bezrękawniki dla żab made by Tomasz C.

Wczoraj napadł mnie tak silny wkurw na rzeczywistość, że kipiałem od  rana. Jeden lekarz kretyn odsyła mojego brata do domu w stanie przedzawałowym , druga lala ma długi weekend a przed nim wbija mi igłę w okostną.  Miast cieszyć się wisolatem ja łykam kilogramy środków przeciwbólowych i antybiotyku i żywię się tylko tym, co nie wymaga rozchylenia ust więcej niż na 9 mm. Bajka. Wtedy wpadł Tomek. Źle trafił bo musiałem się na kimś wyżyć. Facet, który ma zdecydowanie największe serce na świecie i jest ono jedyną przesłoną jego wybitnej inteligencji, przenikliwości, zainteresowania ludźmi, dobroci i wszystkich tych cech, za które można go tylko podziwiać i kochać. No więc swoim wrednym, sarkastycznym przynudzaniem pojechałem po Tomku i żeby mu dokuczyć jeszcze bardziej, przypomniałem mu o tym, jak w dzieciństwie pompował żaby. Na to przypomnienie Tomek oburzył się potwornie i odburknął, że pokręciłem fakty. Nie on pompował, tylko jego koledzy. On szył dla żab ubranka, żeby było im ciepło. No i teraz tragedia. Atak śmiechu przy bolącej jak cholera szczęce.

-Ty, jak ty zakładałeś te ubranka tym żabom to musiałeś im ręce wykręcać wariacie

- Nic im nie wykręcałem bo to były bezrękawniki

- Boże jak one musiały się na tych bagnach wstydzić, że zasuwają w takich kolorowych bezrękawnikach

Chyba mi wybaczył bo pomimo mojego bólu a jego wyraźnego focha na mnie, konaliśmy ze śmiechu dobre kilka minut.

Zmiana wyglądu strony

Po kilku latach doszliśmy razem z moim webmasterem Tomkiem C :-) że trzeba odświeżyć  starocia i Tomek zrobił nową stronkę. Może trochę smutniejsza a może po prostu spokojniejsza. Dzięki Tomku! Twoja znowu ładniejsza :-) Za chwile pojawią się poprawione teksty i propozycje pracy indywidualnej. Na razie muszę jednak opanować zapalenie okostnej, które dostałem w prezencie na cały długi weekend od mojej pani stomatolog.

Pszczoły i ketonal, czyli Życie.

Wczoraj podszedłem pod moją ogródkową czereśnię. Drzewo jest duże i ma głównie charakter ozdobno- ekologiczny. Mogłoby dostarczać pysznych owoców ale nie starcza mi wiedzy, energii i chęci żeby opryskiwać je w odpowiednim czasie. W związku z tym każda dorodna czereśnia ma potężną wkładkę mięsną. Szpakom chyba wcale to nie przeszkadza, a może wręcz przeciwnie bo potrafią ogołocić duże drzewo w dwa dni. Ale nie o tym, nie o tym… Był piękny dzień i poszedłem wypatrzyć jakieś mądre miejsce na wygospodarowanie kawałka trawnika na sałaty, których nasiona nabyłem, jak zwykle nierozważnie. Nierozważnie bo kupuję nasiona, które zwykle pozostają niewysiane. Ale tez nie o tym. Stanąłem pod czereśnia i usłyszałem przepiękny szum i bzyczenie setek pszczół. Przez chwilę poczułem się jak w raju. Było mi tak dobrze, jakby otuliła mnie pierzynka z ciepła i miłości wszechświata. Magiczne uczucie radości z życia.

Późnym popołudniem pojechałem do mojej stomatolog. Nie zanosiło się na jakiś poważny zabieg. Zaniepokoiło mnie jednak to, że przy zastrzyku znieczulającym, pierwszy raz od kilkudziesięciu lat skoczyłem na fotelu i zawyłem. Zwykle znoszę wszystko bardzo dzielnie, nawet 6 godzin  na fotelu. Po wyjściu z gabinetu, zaczęło się piekiełko. Takiego bólu nie czułem od dawna. Ledwo dotarłem do domu. Na pierwszy rzut poszła jedna pyralgina, bo to najsilniejszy lek bezreceptowy. Potem druga, konałem z bólu. Trwało to ponad trzy godziny, dopóki Tomek nie przybiegł z ketonalem fotre.

Nie było już czereśni, nie było słońca, trawy, kilku wolnych dni. Zza bólu nie widziałem nic. Co to za ból w porównaniu z naprawdę cierpiącymi ludźmi, choćby na choroby nowotworowe. Zastanawiam się, ile trzeba mieć odwagi i głupoty, żeby wytłumaczyć takie cierpienia wyższym sensem. Ból wzbogaca? Nie wtedy, kiedy boli. Ból uczy? Nie wtedy kiedy boli? Są ludzie, którzy cierpią latami. Jest ich ogromnie dużo. My, cierpiący od czasu do czasu odsuwamy się od nich, uciekamy. Podalibyśmy pigułkę i ulotnili się. Są jednak anioły. Anioły pracuję w hospicjach, szpitalach. My, żyjemy wśród zdrowych i szczęśliwych. Wolimy nie zauważać cierpienia. Może dlatego, że boimy się cierpieć? Chyba tak, choć każdy z nas cierpiał, cierpi albo będzie cierpiał. Cierpienie nie omija nikogo. Żyjemy w całym oceanie cierpienia. Nie widzimy tego oceanu bo zamykamy oczy. Oburza nas, że ceny jaj rosną bo kury dostały większe klatki. Nie myślimy o tym, jak żyła i konała istota, którą się żywimy. Pomimo tego, że poświęciła dla nas życie, wyrzucimy jej mięso bo się popsuło. Tak samo łatwo ominiemy hospicjum, szpital psychiatryczny, wyizolujemy ICH. Tak trudno zbudować nam podjazdy dla inwalidów. Nie myślimy o tym bo boimy się przestraszyć. Aż cierpienie dotyka nas. Wtedy znikają nasi znajomi. Mówią- nie wiedziałem jak się zachować, nie zadzwoniłem bo nie wiedziałem co powiedzieć.

Sam sobie zadaję pytanie i nie dlatego, że nie odpowiedziałem sobie kiedyś na nie. Czy istnieje radość pomimo cierpienia? Tak wydaje się tylko tym, którzy nie cierpią albo cierpienie mają za sobą. Ono wzmocniło i uodporniło. Mnie też wiele przeżyć uodporniło. Nie mam jednak odpowiedzi na pytanie- co daje cierpienie, które prowadzi jedynie do większego cierpienia i życie kończy się w cierpieniu. Znacznie łatwiej mają ludzie z silną wiarą w Boga, a zwłaszcza jego chrześcijańską i muzułmańską wizję. Mnie taka silna wiara nie została dana. Nieustannie zastanawiam się nad tym, co jest rzeczywiście prawdą a co jedynie projekcją naszej ogromnej potrzeby, żeby nadać cierpieniu sens. Zastanawiam się jak dalece musimy zrezygnować z analizy, żeby ślepo wierzyć w coś albo kogoś. Jaką podpowiedź mają dla nas religie, nieustająco zmieniające zdanie. Czy cierpienia, które przeżywają kapłani w celibacie i ich ofiary wynikają z działania Boga, czy decyzji instytucji Kościoła z 1060 roku n.e.? Tak , dopiero po tym roku wprowadzono celibat. Którą Matkę Boską miałbym zapytać o to? Tę częstochowską czy fatimską? Ile było tych Matek? O co w tym chodzi. A może buddyjska koncepcja samsary i nirwany… Po jaką cholerę jest to koło samsary, z tymi samymi demonami co w naszym piekle. Dlaczego mamy cierpieć? Ktoś to do cholery lubi?

No właśnie, błogosławieni Ci, którzy potrafią bezwarunkowo uwierzyć w sens cierpienia. Nam, którym to nie zostało dane pozostaje być z tymi, którzy cierpią i nie mogą usłyszeć roju pszczół „śpiewających” na czereśni. Pozostaje oswajać cierpienie bo jest ono częścią życia. Tym samym oswajać życie. Nie przestawać się cieszyć pszczołami ale mieć świadomość że im pełniej będziemy chcieli żyć, tym pełniej musimy doświadczać cierpienia. Jeśli zaczniemy uciekać przed cierpieniem, ono zacznie nas gonić. Im szybciej będziemy biegli, tym szybciej i ono. W końcu się zmęczymy, staniemy i powiemy cierpieniu- masz mnie. Wtedy zobaczymy, że uciekaliśmy zupełnie niepotrzebnie bo ciągle stoimy w tym samym miejscu a tak się zmęczyliśmy. My byliśmy tu i teraz i ono było tu i teraz. Bo to Życie jest.

Religia czy Etyka? Kolejne wyzwanie XXI wieku.

Niedawno myślałem o wyzwaniach gospodarczych, które czekają naszą planetę w XXI wieku. Pisząc o wszystkich tych zmianach zupełnie zapomniałem, że mogą one zostać zniweczone wojną albo wojnami. Na przekór zdrowemu rozsądkowi przypomniał mi o tym pan Antoni Macierewicz. Pomimo tego, że psychopaci wywoływali wojny o zasięgu światowym w poprzednim wieku, to odnoszę wrażenie, że oprócz nich mamy jeszcze do czynienia z o wiele większym zagrożeniem- wojnami religijnymi dotyczącymi sfery wartości. Konflikty w sferze wartości są najniebezpieczniejsze zarówno pomiędzy dwojgiem ludzi jak i rodzinami, społecznościami, narodami, grupami religijnymi. W nich nie ma miejsca na kompromisy.

Słuchałem któregoś dnia dyskusji na temat tego, czy aptekarz – katolik może odmówić sprzedaży środka antykoncepcyjnego. Jedni mówią- nie tylko może ale i musi. Inni- to nie jego sprawa, prowadzi sklep. Ja też uważam,  że jeśli powodem odmowy sprzedaży jest ochrona czyjegoś życia, to mamy prawo się zastanawiać. Gdzie jest jednak granica takich ingerencji? Katolik nie powinien zatem sprzedawać karabinu bo zabija, wódki bo zabija, papierosów bo zabijają, aspartamu , glutaminianu, konserwantów, białego cukru, tłuszczu,… A co kiedy to samo co zabija leczy, pomaga przetrwać ból… Morfina w stanach terminalnych, czy coraz częściej stosowana marihuana w  mdłościach przy chemioterapii?

Od razu wiecie, że jestem demagogiem. W pełni się zgadzam ale czy Ci, którzy odmawiają sprzedaży prezerwatyw nie są demagogami i hipokrytami w jednym?

Któryś z moich ulubionych autorów, rzecz w tym, że nie wiem który, przytoczył rozmowę zasłyszaną w jakimś małym miasteczku w południowej Karolinie. Rozmowę prowadziły dzieciaki z podstawówki: „ A Ty należysz  do baptystów? Tak. A Ty gdzie? My jesteśmy protestantami. No a Ty? My należymy do jeszcze innego diabelstwa” No właśnie, zmienia nam się świat wokół nas. Kiedyś w Europie mieszkali właściwie sami chrześcijanie. Teraz mamy coraz więcej muzułmanów, hinduistów, buddystów, ateistów. Za kolejne 20-30 lat te proporcje jeszcze się zmienią.

Jak zatem mają poradzić sobie współczesne społeczeństwa z  wykluczającymi się systemami przekonań i głębokiej wiary w to, co jest dobre a co złe? W moim głębokim przekonaniu bardzo szybko musi zostać zakończony mariaż religii z państwem. Mieszanie religii z państwem nie wychodzi ani religii ani państwu na dobre. Nigdy nie wychodziło. Raz cierpiała religia, raz państwo. Najczęściej jednak cierpią zwykli ludzie zdezorientowani pomieszaniem nakazów i zakazów. W to wierz, w to nie wierz. Jedz wołowinę, nie jedz wieprzowiny. Jedz wieprzowinę, nie jedz krowy. Mój Bóg jest prawdziwy, twój to bożek. Zabiję cię bo jesteś posłannikiem szatana.

Co może być wspólnego dla wszystkich religii ? Nic!. Co może być wspólnego dla wszystkich społeczności? Etyka! Zasady Etyki są już wypracowane. Bardzo często pokrywają się z dekalogiem i innymi pięknymi zasadami. Równie często nie pokrywają się z dogmatami i zabobonami obecnymi w każdej z religii.

Nie trzeba być wyznawcą żadnej z nich, żeby być przyzwoitym człowiekiem. Państwo nie może się opierać na zasadach jednej religii bo za chwilę będzie musiało godzić wodę z ogniem. Każdy katolik, muzułmanin, hinduista, buddysta, taoista powinien otrzymać pełne poszanowanie dla jego wyznania. Jednak kiedy styka się z państwem musi stosować się do wypracowanych wspólnie norm etycznych. Religie nie mają patentu na …, no na nic nie mają. Ludzie niewierzący bywają równie często wspaniali, porządni, moralni, uczciwi, ja wierzący. Jedni i drudzy równie często bywają łobuzami. Jeśli nie oddzielimy od siebie państwa, religii i etyki to, może jeszcze nie teraz, ale będziemy mieli prawdziwe piekło i to wcale nie po śmierci.

Jeżeli nie przeprowadzimy dogłębnego procesu sekularyzacji to zniszczymy sami siebie. Jeżeli wspólne zasady etyczne nie zastąpią zasad religijnych w państwie, to stracimy państwa.

Mam wielki szacunek do wielu wyznawców różnych religii. Większość z nich to ludzie głęboko etyczni, prawi, porządni. Zawsze trafiają się jednak „czarne owce”, które traktują wyznawcę innej religii jako kogoś gorszego, wroga, przeciwnika, którego należy zniszczyć, zanim on zniszczy nas.

Czy etyka musi nakazywać katolikowi, żeby używał antykoncepcji, muzułmaninowi, żeby jadł wieprzowinę, czy hinduiście, żeby jadł wołowinę? Nie tylko nie musi ale nie ma nawet zamiaru. Etyka określa granice dobra i zła na poziomie społecznym ale nikogo nie zmusza, żeby tych granic zła nie powiększał. Etyka przecież nie nakazuje antykoncepcji. Każdy katolik ma pełne prawo bronić swoich przekonań i zachowań. Słowo „swoich” musi jednak oznaczać także- w stosunku do siebie.

Jestem jak najdalej od krytyki zakazów i nakazów poszczególnych religii. Nie próbuję nawet dokonywać własnych ocen. Wskazuję jednak na wyzwania i sprzeczności, które się pojawiają coraz częściej w współczesnych, otwartych i mieszających się społeczeństwach. Jeśli nie zaczniemy otwierać się na nowe rozwiązania a miast tego zbudujemy kolejne mury to za chwilę odczujemy syndrom oblężonej twierdzy. Ludzkość istnieje setki tysięcy lat i jak widać wiele twierdzy nie pozostało. Te, zbudowane przez obecne religie tez nie są wieczne.

Szanuję Ciebie i twoje przekonania, ale i Ty szanuj mnie. Nie, nie musisz akceptować, zgadzać się ze mną, ,wyznawać moje wartości. Możemy mieć wspólne wartości, które określą, jakie są bazowe granice dobra i zła w naszych relacjach wzajemnych. Każdy jednak musi tez oddać kawałek swojej wolności. Jeżeli etyka już w tej chwili określa, kiedy możemy podejmować aktywność seksualną, to nawet jeśli jesteś mormonem, nie możesz skłaniać dwunastoletniej dziewczynki do współżycia. Jeśli etyka określa, że aborcja jest nieetyczna, to nie możesz jej stosować jako antykoncepcji. Etyka nie jest zatem pełnią wolności ale zbiorem norm na które umawia się społeczeństwo we wzajemnych relacjach. Normy te zawsze próbują zobiektyzować dobro i zło i oczywiście skazane są na uogólnienia i uproszczenia. Ich zbiór to jednak pewne minimum. Jeśli chcesz iść do maksimum, nikt nie powinien ci przeszkadzać ale i ty nie możesz nikogo zmuszać do swojego maksimum. Przeciwnym razie zemści się to na tobie prędzej czy później. W XXI wieku raczej prędzej niż później.


Tagi




STRONA GŁÓWNA     BIOGRAFIA     PUBLIKACJE     PRYWATNIE     BLOG     SZKOLENIA     WARSZTATY     KONTAKT