Kilka lat temu doszedłem do największego odkrycia w swoim życiu. Samodoskonalenie, praca nad sobą, zmiany, to nic nie da, jeśli nie włączysz czegoś bardzo prostego, darmowego, dość łatwego. Usłyszałem od pewnej starszej pani takie zdanie: „Życie jest trudne. Jeśli się nie śmiejesz, jest trudniejsze” .

Każda okazja do śmiechu jest dobra. Nie zastanawiam się czy żart jest smaczny, niesmaczny, inteligentny, prostacki, byle był żartem z siebie samego, a zwłaszcza z „Zagadek” życia. My ludzie, nazbyt poważnie podchodzimy do wszystkiego, a najpoważniej do siebie, swojej roli  jako obywateli, matek, ojców, córek, dzieci. Kiedy my jesteśmy bardzo poważni to los się z nas śmieje. Gdy zaczynamy śmiać się z naszego losu, ten jakby łagodnieje.

Ludzie się strasznie dziwią, kiedy ktoś poważny bawi się samym sobą. Widzę to w mojej pracy. Wchodzi czterdzieści osób, z których 35 ma miny, jakby przyszli na pogrzeb, chcieli kogoś udusić, albo co najmniej mieli zaparcie. Ktoś kiedyś zapytał, czy my się wzorujemy na stand up’ie. Zdziwiłem się. Niepotrzebnie. Jesteśmy w większości poważni, jakby smutni, nadęci, naburmuszeni. Po co? I tak naszej pozycji, opinii o nas, pieniędzy, samochodów, domów, nigdzie nie zabierzemy odchodząc stąd. Śmiech to są takie małe wakacje, na które możemy pojechał w każdej chwili. Mnie w tej chwili wszystko boli i złości bo skończył się sezon szkoleniowy. Zapewniam nie ma nic lepszego niż pośmiać się z własnej złości i bólu, a przecież jeszcze jest tyle powodów, choćby politycy, którzy uważają, że ich „dzieła” przetrwają. Można się śmiać nawet bez „jedynek”, zapewniam. Jeśli jest Niebo, to musi być tam śmiesznie bo inaczej mnie nie zainteresuje.