Dziś na własne oczy widziałem niszczącą potęgę wody. Pojechałem po południu na ulicę Romantyczną, która jest dla mnie symbolem miłych chwil i najtragiczniejszych przeżyć mojego życia. Podszedłem do miejsca w którym schodziło się kilka metrów w dół aby pokonać ok 100 metrów i dojść do Wisły. Dziś nie zobaczyłem ani stromego zejścia w dół ani 100 metrów bujnej zieleni. Woda sięgała sto metrów dalej niż zwykle. Po chwili zaczęła się przelewać na piaszczystą drogę, a pobliskie pole, chwilę wcześniej suche zamieniało się w jezioro. Po kwadransie musieliśmy uciekać z drogi bo woda pokonała kolejne 100 metrów w głąb lądu. Zaczęła dochodzić do pobliskich domów, gdzie ludzie sypali piasek do worków.

Teraz pewnie jest tam coraz gorzej …

Nie mogę przestać myśleć o tych wszystkich ludziach, których domy znalazły się pod wodą. To musi być przeżycie, którego nie jest w stanie zrozumieć, kto tego nie doświadczył.

Trzymajcie się Kochani!!!