Niedawno myślałem o wyzwaniach gospodarczych, które czekają naszą planetę w XXI wieku. Pisząc o wszystkich tych zmianach zupełnie zapomniałem, że mogą one zostać zniweczone wojną albo wojnami. Na przekór zdrowemu rozsądkowi przypomniał mi o tym pan Antoni Macierewicz. Pomimo tego, że psychopaci wywoływali wojny o zasięgu światowym w poprzednim wieku, to odnoszę wrażenie, że oprócz nich mamy jeszcze do czynienia z o wiele większym zagrożeniem- wojnami religijnymi dotyczącymi sfery wartości. Konflikty w sferze wartości są najniebezpieczniejsze zarówno pomiędzy dwojgiem ludzi jak i rodzinami, społecznościami, narodami, grupami religijnymi. W nich nie ma miejsca na kompromisy.

Słuchałem któregoś dnia dyskusji na temat tego, czy aptekarz ? katolik może odmówić sprzedaży środka antykoncepcyjnego. Jedni mówią- nie tylko może ale i musi. Inni- to nie jego sprawa, prowadzi sklep. Ja też uważam,  że jeśli powodem odmowy sprzedaży jest ochrona czyjegoś życia, to mamy prawo się zastanawiać. Gdzie jest jednak granica takich ingerencji? Katolik nie powinien zatem sprzedawać karabinu bo zabija, wódki bo zabija, papierosów bo zabijają, aspartamu , glutaminianu, konserwantów, białego cukru, tłuszczu,? A co kiedy to samo co zabija leczy, pomaga przetrwać ból? Morfina w stanach terminalnych, czy coraz częściej stosowana marihuana w  mdłościach przy chemioterapii?

Od razu wiecie, że jestem demagogiem. W pełni się zgadzam ale czy Ci, którzy odmawiają sprzedaży prezerwatyw nie są demagogami i hipokrytami w jednym?

Któryś z moich ulubionych autorów, rzecz w tym, że nie wiem który, przytoczył rozmowę zasłyszaną w jakimś małym miasteczku w południowej Karolinie. Rozmowę prowadziły dzieciaki z podstawówki: ? A Ty należysz  do baptystów? Tak. A Ty gdzie? My jesteśmy protestantami. No a Ty? My należymy do jeszcze innego diabelstwa? No właśnie, zmienia nam się świat wokół nas. Kiedyś w Europie mieszkali właściwie sami chrześcijanie. Teraz mamy coraz więcej muzułmanów, hinduistów, buddystów, ateistów. Za kolejne 20-30 lat te proporcje jeszcze się zmienią.

Jak zatem mają poradzić sobie współczesne społeczeństwa z  wykluczającymi się systemami przekonań i głębokiej wiary w to, co jest dobre a co złe? W moim głębokim przekonaniu bardzo szybko musi zostać zakończony mariaż religii z państwem. Mieszanie religii z państwem nie wychodzi ani religii ani państwu na dobre. Nigdy nie wychodziło. Raz cierpiała religia, raz państwo. Najczęściej jednak cierpią zwykli ludzie zdezorientowani pomieszaniem nakazów i zakazów. W to wierz, w to nie wierz. Jedz wołowinę, nie jedz wieprzowiny. Jedz wieprzowinę, nie jedz krowy. Mój Bóg jest prawdziwy, twój to bożek. Zabiję cię bo jesteś posłannikiem szatana.

Co może być wspólnego dla wszystkich religii ? Nic!. Co może być wspólnego dla wszystkich społeczności? Etyka! Zasady Etyki są już wypracowane. Bardzo często pokrywają się z dekalogiem i innymi pięknymi zasadami. Równie często nie pokrywają się z dogmatami i zabobonami obecnymi w każdej z religii.

Nie trzeba być wyznawcą żadnej z nich, żeby być przyzwoitym człowiekiem. Państwo nie może się opierać na zasadach jednej religii bo za chwilę będzie musiało godzić wodę z ogniem. Każdy katolik, muzułmanin, hinduista, buddysta, taoista powinien otrzymać pełne poszanowanie dla jego wyznania. Jednak kiedy styka się z państwem musi stosować się do wypracowanych wspólnie norm etycznych. Religie nie mają patentu na ?, no na nic nie mają. Ludzie niewierzący bywają równie często wspaniali, porządni, moralni, uczciwi, ja wierzący. Jedni i drudzy równie często bywają łobuzami. Jeśli nie oddzielimy od siebie państwa, religii i etyki to, może jeszcze nie teraz, ale będziemy mieli prawdziwe piekło i to wcale nie po śmierci.

Jeżeli nie przeprowadzimy dogłębnego procesu sekularyzacji to zniszczymy sami siebie. Jeżeli wspólne zasady etyczne nie zastąpią zasad religijnych w państwie, to stracimy państwa.

Mam wielki szacunek do wielu wyznawców różnych religii. Większość z nich to ludzie głęboko etyczni, prawi, porządni. Zawsze trafiają się jednak ?czarne owce?, które traktują wyznawcę innej religii jako kogoś gorszego, wroga, przeciwnika, którego należy zniszczyć, zanim on zniszczy nas.

Czy etyka musi nakazywać katolikowi, żeby używał antykoncepcji, muzułmaninowi, żeby jadł wieprzowinę, czy hinduiście, żeby jadł wołowinę? Nie tylko nie musi ale nie ma nawet zamiaru. Etyka określa granice dobra i zła na poziomie społecznym ale nikogo nie zmusza, żeby tych granic zła nie powiększał. Etyka przecież nie nakazuje antykoncepcji. Każdy katolik ma pełne prawo bronić swoich przekonań i zachowań. Słowo ?swoich? musi jednak oznaczać także- w stosunku do siebie.

Jestem jak najdalej od krytyki zakazów i nakazów poszczególnych religii. Nie próbuję nawet dokonywać własnych ocen. Wskazuję jednak na wyzwania i sprzeczności, które się pojawiają coraz częściej w współczesnych, otwartych i mieszających się społeczeństwach. Jeśli nie zaczniemy otwierać się na nowe rozwiązania a miast tego zbudujemy kolejne mury to za chwilę odczujemy syndrom oblężonej twierdzy. Ludzkość istnieje setki tysięcy lat i jak widać wiele twierdzy nie pozostało. Te, zbudowane przez obecne religie tez nie są wieczne.

Szanuję Ciebie i twoje przekonania, ale i Ty szanuj mnie. Nie, nie musisz akceptować, zgadzać się ze mną, ,wyznawać moje wartości. Możemy mieć wspólne wartości, które określą, jakie są bazowe granice dobra i zła w naszych relacjach wzajemnych. Każdy jednak musi tez oddać kawałek swojej wolności. Jeżeli etyka już w tej chwili określa, kiedy możemy podejmować aktywność seksualną, to nawet jeśli jesteś mormonem, nie możesz skłaniać dwunastoletniej dziewczynki do współżycia. Jeśli etyka określa, że aborcja jest nieetyczna, to nie możesz jej stosować jako antykoncepcji. Etyka nie jest zatem pełnią wolności ale zbiorem norm na które umawia się społeczeństwo we wzajemnych relacjach. Normy te zawsze próbują zobiektyzować dobro i zło i oczywiście skazane są na uogólnienia i uproszczenia. Ich zbiór to jednak pewne minimum. Jeśli chcesz iść do maksimum, nikt nie powinien ci przeszkadzać ale i ty nie możesz nikogo zmuszać do swojego maksimum. Przeciwnym razie zemści się to na tobie prędzej czy później. W XXI wieku raczej prędzej niż później.